Szukaj...

niedziela, 7 grudnia 2014

Informacja

Witam wszystkich!
Na początku dziękuję wszystkim za wszelkie komentarze i miłe słowa, które dają niezłego kopa i powody do prowadzenia tego bloga. Kocham mocno xoxo! A teraz ta smutniejsza wiadomość. Chyba życie mnie przerosło, a raczej szkoła i jej wymagania. Zawaliłam I semestr i tego bloga trochę też ( nie ma co ukrywać ledwie dotrzymywałam obietnic o systematycznym dodawaniu rozdziałów, które w praktyce pojawiały się spóźnione kilka dni, a nawet tydzień ). Robiąc wszystko w taki sposób skomplikowałam swoje życie jeszcze bardziej. W dodatku rozdział 8 idzie mi tak opornie, piszę go już chyba 3 albo 4 dzień i nadal nie idzie. Wcześniej poniosła mnie chyba fantazja, bo jak teraz to czytam to sama zagubiłam się w tym blogu i jego głównym celu i pomyśle. Muszę się przyznać, że nawet nie do końca wiem co dalej pisać. Może odpuszczę sobie tą historię i zacznę od nowa?  Choć szkoda mi tych miłych komentarzy i tego czasu spędzonego z tym blogiem i z Wami.. Postaram się wszystko przemyśleć od nowa, coś poprawić i obiecuję, że wrócę! Więc zawieszam bloga dziś 07.12.2014 do 10.01.2015.
Mam nadzieję, że chociaż kilka osób będzie na mnie czekało.

Jeśli chodzi odwiedzanie Waszych blogów, to nie opuszczam Was i będę systematycznie je odwiedzała i komentowała :)
Do zobaczenia wszystkim! xoxo









niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 7

- Rebekah, co się dzieje?- zapytał wchodząc do salonu z dwiema lampkami.
- Ktoś tu jest.- powiedziała rozglądając się niepewnie.- Widziałam to.
- Rebekah..-zaczął mówić zbliżając się do niej.- Jesteśmy tu tylko my.
- Damon, ale...- wymamrotała mrużąc oczy.
- Shh.. Tylko my.- dodał chwytając jej dłoń. Rebekah posłała mu delikatny uśmiech i powtórzyła za nim:
- Tylko my.
- Dobry rocznik.- odparł po kilku minutach milczenia. Rebekah kiwnęła głową. Chciała wierzyć w słowa Damona, ale jakaś jej część podpowiadała, że poza nimi jest ktoś jeszcze. Odpędzała tę myśl jak najdalej mogła, ale to wracało niczym bumerang. W końcu dopiła lampkę wina i westchnęła wpatrując się w pusty korytarz, który wydawał jej się mroczny i tajemniczy. Aż nagle usłyszała dźwięk tłuczonego szkła.
- Co to było?!- wrzasnęła podnosząc się z kanapy.
- W kuchni, może coś spadło.- odparł spokojnym głosem Damon.
- Damon... Nie jesteśmy tu sami.- powiedziała kręcąc głową. Chłopak przewrócił oczami. Znowu to samo, pomyślał dopijając wino.
- Dobra, pójdę zobaczyć co to było.- odparł i niechętnie wstał z sofy. Rebekah odruchowo kiwnęła głową, ale zaraz jej umysł ogarnęło przerażenie.
- Nie!- wrzasnęła momentalnie, a Damon obrócił się natychmiast w jej stronę.- Nie, zostań.
- Czy pierwotna wampirzyca boi się zostać sama w salonie?- zapytał rozbawiony unosząc w zdziwieniu jedną brew. Rebekah spiorunowała go wzrokiem.
- Nie żartuj sobie.
- To jak? Mam iść do kuchni czy zostać z tobą?- Rebekah po raz kolejny przeniosła oczy w kierunku korytarza, który tym razem przypominał jej otchłań strachu. Wzdrygnęła się na tę myśl.
- To było w kuchni?- zapytała, a Damon znów się zdziwił.
- Tak.
- Skoro mi nie wierzysz, pójdę sama.- odparła pewnym głosem, a jej oczy emanowały chłodem. Damon
zaśmiał się pod nosem.
- Jak uważasz.- rzucił wzruszając ramionami.
- Palant.- wyszeptała odchodząc w kierunku drzwi.
- Słyszałem.- odkrzyknął robiąc spory łyk wina. Rebekah przewróciła oczami.
Damon zrezygnowany podszedł do stolika z alkoholem. Odkręcił butelkę bourbonu i zrobił spory łyk. Jeśli mam znosić jej humorki wino nie wystarczy, pomyślał i dopił bourbon.
W pokoju pojawił się dziwny chłód.  Damon zignorował to i wrócił do swojego zajęcia. W pewnym momencie światło zaczęło mrugać, zapalać się i gasnąć. Damon odłożył butelkę na stolik i zaczął iść w stronę korytarza.
***
Gdy Rebekah dotarła do kuchni wszystko było w porządku. Każda z rzeczy leżała na swoim miejscu, bez zmian. Żadnego szkła, nic.  Zrezygnowana przewróciła oczami i niechętnie opuściła pomieszczenie.
Zastanawiała się co w tym czasie robi  Damon i... dlaczego światło na korytarzu mruga? Szybko wróciły wszystkie myśli i obawy. Rebekah przyśpieszyła. Odruchowo co sekundę obracała się do tyłu. Za każdym razem widziała to samo: ciemną postać przebiegającą przed oczami. Gdy skręciła do salonu dostrzegła, że nigdzie nie ma Damona. Wybałuszyła oczy w zdziwieniu i przerażona stanęła.
- Damon?- zapytała rozglądając się uważnie.- Damon, proszę... To nie jest zabawne.- cisza.- Damon, gdzie jesteś?
- Tutaj.- usłyszała cichy głos. W ułamku sekundy przeniosła wzrok w miejsce, z którego dobiegał szept.
- O mój Boże...- wymamrotała podchodząc do niego. Damon stał i jedyne co utrzymywało go w pozycji pionowej to drewniany kołek wbity tuż obok jego serca. Przechodził na wylot, tak, że wbijał się w ścianę. Rebekah przygryzła dolną wargę widząc ledwie żywego Damona. I nie rozumiała tego. Kto był tak silny by pokonać Damona Salvatore? Co sprawiło, że tak szybko opuściło go życie? Drewniany kołek? Zszokowana  zastanawiała się nad tym wpatrując się w niego. Świdrowała oczami ranę rozmyślając nad najłagodniejszym sposobem wyjęcia śmiercionośnego kołka. Doskonale wiedziała, że drewno ociera się o jego serce. To musi boleć, przemknęła przez jej głowę myśl.
- I boli...- powiedział na głos Damon.
- Przepraszam- odparła posyłając mu smutne spojrzenie- po prostu nie wiem od czego zacząć.
- Nie ważne, tylko wyjmij ten kołek!- wrzasnął, a Rebekah zamrugała gwałtownie powiekami.
- Przebija cię, jest w ścianie.
- Wiem.
- Damon to zaboli.- wyszeptała patrząc w jego niebieskie oczy, które teraz przepełnione bólem i smutkiem wpatrywały się w nią.
- Wiem. Zrób to... proszę.- westchnęła i delikatnie położyła dłoń na kołku.
- Na trzy wyciągam.- Damon kiwnął głową w odpowiedzi- Raz, dwa- odparła niepewnie zerkając na niego. Chłopka zacisnął usta w cienka linię. - trzy.- dodała i pociągnęła za kołek. Damon krzyknął. Rebekah spostrzegła, że drewno ledwie drgnęło. Zagryzła usta i przerażonym wzrokiem spojrzała na Damona, który znów kiwnął głową. Złapała drugi raz, mocniej. Kołek wysunął się delikatnie tym samym przesuwając się w prawo, bliżej serca. Damon wrzasnął, głośniej niż sekundę temu. Rebekah zmarszczyła czoło i dłonią przeczesała włosy. Była wściekła. Dlatego bez zastanowienia złapała osinowy kołek i jednym ruchem wyjęła go z Damona. Chłopak wrzasnął i momentalnie upadł na ziemię. Rebekah przykucnęła obok niego.- Co się tu stało?- zapytała, a chłopak uniósł oczy ku górze. Jego niebieskie oczy, które teraz przypominały błyszczące kryształki lodu patrzyły na nią smutno.- Damon?
- Nie wiem.- wymamrotał wypluwając krew. Rebekah przerażona spojrzała na niego.
- Kto ci to zrobił?
- Nie wiem. To pojawiło się nagle. W jednej chwili światła zaczęły gasnąć i zapalać się, tak na przemian. Chciałem zobaczyć czy wszystko z tobą w porządku, ale coś odrzuciło mnie wprost na ścianę. A potem uderzyło we mnie tym gównem.- mówił wyraźnie zdenerwowany.
- Wiedźma?- zapytała niepewnie Rebekah.
- Nie wiem, możliwe.- odparł siadając powoli.- Nie widziałem tu nikogo.
- A poza gasnącymi światłami działo się coś jeszcze?
- Tak. Zanim światła zgasły pojawił się dziwny chłód, jakby cień.
- Cień?
- Ta... To, jakbym czuł, że ktoś się zbliża, a zwyczajnie go nie widział i nie słyszał.
- Duchy?- Damon roześmiał się cicho.
- Nie wiem, ale obawiam się, że wróciło.- powiedział rozglądając się uważnie.- Czujesz to?
- Tak, jest coraz bliżej.
- Jest tutaj.- odparł patrząc wzrokiem w głąb pokoju. Rebekah obróciła się delikatnie, ale nie widziała nic nadzwyczajnego. W tej samej chwili Damon wstał na równe nogi. Rebekah przeniosła na niego wzrok i dostrzegła, że wyciąga w jej kierunku dłoń. Chwyciła ją i posłała mu ciepły uśmiech, który szybko odwzajemnił.
- Czuje to, jest blisko.- wyszeptała do jego ucha. Damon kiwnął głową i delikatnie, dłonią przesunął ją w prawo, tym samym osłaniając ją własnym ciałem.
- Nie bój się.- wyszeptał, zerkając w jej oczy.
- To stoi na wprost nas.
- Ale nie skrzywdzi cię, póki tu jestem.
***
Katherine  zmrużyła oczy. Poranne słońce zalało pokój. Rozejrzała się, uważnie przyglądając pomieszczeniu. Owe miejsce nie przypominało posiadłości Salvatrów czy własnego mieszkania. To był pokój. Zwykły pokój przeciętnego nastolatka, w którym stał komputer, konsola, a w około walało się masę ciuchów. Katherine zmarszczyła czoło. Obraz, który miała przed oczami nie pasował jej do niczego. Zastanawiała się co właściwie tu robi. Odruchowo zaczęła się wiercić, chcąc zmienić pozycję i nagle poczuła, że czyjaś ręka oplata jej talię. Obróciła delikatnie głowę do tyłu i wtedy dostrzegła... Jeremiego? Wybałuszyła oczy w zdziwieniu. O mój Boże, pomyślała przerażona. Czy ja przespałam się z bratem Eleny? Zrobiłam to? Proszę, nie... To nie może być prawda. Mój Boże, myślała załamana. Katherine wypuściła powietrze z płuc. Zamknęła oczy i skupiła całą uwagę na wczorajszym, wyblakłym wspomnieniu. Po kilku sekundach wiedziała wszystko. Najgorsze było to, że gdzieś głęboko w sobie, wiedziała, że podobało jej się to. Naprawdę uważała, że wczorajszy wieczór był genialny. Owe myśli przerażały ją. Następne komplikacje, pomyślała smutno. Popełniłam już wiele błędów, ten okazał się najgorszym. I mój plan nie jest tak doskonały. Ludzie są głupi. Jeśli spędzają tak każdy piątek wolałabym umrzeć z nudów. Zawaliłam swój pierwszy człowieczy piątek. Uznam, że tego nie było. Czy mogę tak zrobić? Jasne, że tak. Jestem Katherine Pierce, mogę wszystko. Człowiek powiedziałby, że to szalone. Uważam, że głupie. Jeśli każe mu zapomnieć, zabije mnie? To łowca. Zrobiłam to z łowcą wampirów, który jest bratem Eleny. Nie mogłam popełnić chyba większej seks-porażki. Ale on był genialny, najlepszy i taki kochany. Nie mogę go zranić. Ale... Jestem Katherine, tak? Dlaczego mnie to obchodzi? Ach tak, on mnie zabije lub powie wszystkim co zrobiliśmy. Co ja zrobiłam. Uwiodłam łowcę wampirów/brata Eleny. Och, dobry Boże wybacz. Był najlepszy. Dlaczego nadal o tym myślę? Ale czułam się jak królowa. To złe. Muszę sprawić by mnie znienawidził. To będzie proste. To było proste. A najgorsze jest to, że kocham Stefana. Tylko Stefana. Jak mogłam o tym zapomnieć? Chyba umrę, te myśli mnie zabiją. A jeśli nie one, zrobi to on. Katherine zacisnęła mocno powieki, odpędzając wspomnienia ubiegłej nocy. Chciała zapomnieć, ale jedyne co widziała to jego usta na całym swoim ciele. Choć pożądała Stefana, ciągle w jej myśli wplatał się obraz namiętnego wieczoru. Jednak głęboko w sercu, płonęło jedno uczucie. Miłość jaką darzyła Stefana nie miała końca. Ludzki piątek to ludzki błąd. Zostawmy wszystko co ludzkie ludziom. Człowiek kocha te szaleństwo. Znów wygrałam. Mogę być ludzka kiedy tego chcę. Mogę być dobra kiedy tego chcę. Mogę wszystko, nie muszę nic. Od dziś przestanę się tym martwić. Jestem Katherine Pierce, ja zawsze dostaję to czego chcę. Pragnę Stefana Salvatore. To musi się stać. I zabiję każdego kto stanie na przeciw tej miłość. To warte starań. Piątek to ludzki błąd. Jak mówiłam, wszystko co ludzkie zostawmy ludziom. I zabiję tego ludzkiego łowce, nawet gdyby klątwa miała mnie dopaść teraz, myślała zadowolona. Podczas tych przemyśleń dotarło do niej, że owy błąd nie jest wcale taki zły. Ten chłopak nie pozwoli by prawda ujrzała światło dzienne. Nie, gdyby to mogło zagrozić czarownicy Bennett, Katherine roześmiała się w duchu zadowolona. Po chwili delikatnie odsunęła rękę Jeremiego i wstała. Zmarszczyła czoło na myśl, że gdzieś w tym bałaganie leżą jej ciuchy. 
- Nie śpisz...- usłyszała zaspany głos Jeremiego. Szybko obróciła się w jego kierunku i posłała drobny uśmiech. 
- Ta...- zaczęła drapiąc się po głowie.- Widziałeś może moje ubrania?- zapytała niepewnie, a Jeremy roześmiał się cicho. 
- Są gdzieś tutaj.- powiedział wskazując dłonią na podłogę. Katherine przewróciła oczami. 
- Może wyjdziesz?- zapytała podnosząc z ziemi ciuchy- Chcę się ubrać. 
- Katherine...- zaczął rozbawiony, a Kat w mgnieniu oka przeniosła na niego wzrok. 
- Tak?
- Wiesz co się wczoraj stało?
- Tak, a co to ma wspólnego z moimi ciuchami?
- Nigdy cię nie zrozumiem.- wymamrotał pod nosem. 
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Nieważne. Jesteś głodna? Idę robić śniadanie.
- Cokolwiek.- rzuciła gdy był już przy drzwiach. 
W rzeczywistości nie przeszkadzała jej obecność Jeremiego. Pragnęła jedynie pobyć przez chwilę w samotności, nic poza tym. Wszystko przemyśleć, poukładać. To zbyt wiele na piątek, pomyślała. 
*minęło kilka minut*
 Katherine wpatrywała się w ekran telefonu starając się poprawić nieco sklejone rzęsy. Jednak ową czynność zakłócił trzask tłuczonego szkła. Momentalnie schowała komórkę do kieszeni i ruszyła w stronę drzwi.
- Czy przerosło go śniadanie?- pomyślała na głos schodząc po schodach.- Co ty robisz?
- Co?- zapytał zdziwiony. Katherine przewróciła oczami.
- Gdzie to szkło?
- O co ci chodzi?
- Boże, Jer... Co tym razem zepsułeś?
- Nic. Sądziłem, że spadło coś na górze.- Katherine spojrzała na niego podejrzanym wzrokiem.   
- Nie? 
- To w takim razie co to było? - zapytał, a Kat zaczęła się do niego zbliżać.
 - Nie wiem i szczerze nie obchodzi mnie. 
- Jesteś niemożliwa.
- Uznam to za komplement.- odparła zabierając z jego ręki szklankę soku pomarańczowego.- Mm, pyszne.- dodała oblizując językiem górną wargę.- Jak ty. 
- Myśl co chcesz.
- Wczoraj byłeś milszy.- powiedziała wspominając ubiegły wieczór.- Mówiłeś, że jestem twoim aniołem. 
- Byłem w tym najlepszy.- odparł zabierając z jej dłoni szklankę. Katherine westchnęła. Masz co chciałaś, usłyszała rozbawiony głos podświadomości.
- Kłamałam.
- Teraz kłamiesz.- powiedział zdecydowanym głosem. Katherine zacisnęła dłoń. 
- Może tak, może nie.- odparła idąc w jego kierunku.- Wyglądam jak  twoja siostra, mój głos to głos Eleny. Przespałeś się z dziewczyną, która wygląda jak ona. Jak spojrzysz w jej oczy? Skąd będziesz wiedział, że nie patrzysz wtedy w moje? To złe. A jeszcze gorsze jest to, że wiedźma Bennett o niczym nie wie. Nie ładnie Jer. 
- Jesteś zabawna. 
- To cię bawi?
- Tak. Zabiję cię jeśli zrobisz coś nie tak.- powiedział stanowczym głosem. Katherine wybuchnęła głośnym śmiechem. 
- Ty? Zabijesz mnie? Niedoszły łowca wampirów.- mówiąc to nadal się śmiała. 
- Tak.- powiedział i w jednej sekundzie przygwoździł ją do ściany. Osinowy kołek od serca Katherine dzieliły centymetry.- Jakieś życzenie?- zapytał szczerząc się szeroko. Katherine prychnęła. Zignorowała myśl, że może zginąć z innego powodu niż Stefan Salvatore. Jednak zaniepokoił ją chłód jaki pojawił się nagle w pokoju. Była zdziwiona, ponieważ na zewnątrz z pewnością temperatura przekraczała 20 stopni C. Kiedy owy "chłód" stał się niemal namacalny zrozumiała o co chodzi. 
______________________________
Witam wszystkich po długiej nieobecności i na wstępie ( po raz kolejny ) przepraszam za nieterminowe dodanie rozdziału, ale na mojej liście znalazło się kilka powodów ;/ W każdym razie jestem już i przychodzę z 7 rozdziałem, który no nie jest najgorszy serio, podoba mi się. Jest tu pełno Katherine przez co możecie poznać bardziej jej punkt widzenia. I mały romansik Rebeki i Damona ( tak powstał na prośbę Pauliny ) . Są słodcy, nie? Brak Stefana to rozdział stracony, ale spokojnie już za kilka rozdziałów będzie go więcej. A kto oglądał już 6x06 The Vampire Diaries? Jejku.... Dla osób, które chcą Steroline mam ŚWIETNĄ wiadomość. Czytałam na amerykańskiej stronie, że Stefan za wszelką cenę będzie chciał odzyskać Caroline i zrobi wszystko. A i w między czasie zda sobie sprawę, że jest ona dla niego kimś więcej i, że ZAKOCHAŁ SIĘ w niej! OMG to najlepsza wiadomość jaką ostatnio przeczytałam haha. Idealnie ;D A i dziękuję za wszystkie komentarze:

Grey Angel
Lu na 
and 
Anonimki  
Również dla nich jest ta dedykacja. 
5 komentarzy= następny rozdział
1 komentarz= 1 komentarz na Twoim blogu. 
Nie chcę nikogo zmuszać do czytania bloga czy coś w tym rodzaju, ale fajnie jest wiedzieć, że ktoś docenia twoją pracę :) 
W ogóle czy ktoś z Was ogląda The Originals? Jeśli nie, warto zacząć. Cały odcinek w napięciu. I jeszcze Klaus, haha genialny powód by nie odchodzić od laptopa i oglądać non stop ;D
Cami, zgadzam się z tobą na 100% haha. Dobra trochę się tu rozpisałam ;D Do następnego ;*
PS. patrzcie co znalazłam na laptopie O.o
Młodzi, piękni, zakochani. Czego chcieć więcej?





Katherine Pierce & Stefan Salvatore