Szukaj...

sobota, 18 października 2014

Rozdział 6

Przechodząc obok baru rzuciła tylko okiem w kierunku Matta i posłała mu ledwie widoczny uśmiech. Nie wiedziała dlaczego tak postąpiła. Życie kogoś tak prostego jak Matt Donavan nie miało dla niej znaczenia. Ale nie ukrywała zdziwienia, kiedy nie odwzajemnił tego drobnego gestu. Katherine przewróciła oczami i pozwoliła sobie uciec wzrokiem w kierunku środkowego stolika, przy którym siedział Stefan z Caroline. Był uśmiechnięty i ciągle się śmiał. On jest szczęśliwy, usłyszała swoją podświadomość. Jest szczęśliwy, ponieważ jest poza zasięgiem twojej kontroli. Katherine westchnęła ciężko i szybko odwróciła od niego oczy. I nagle, w jednej sekundzie poczuła jak ktoś łapię ją za nadgarstek i mocno ściska.
- Klaus...- wyszeptała lustrując go wzrokiem. Jak zwykle taki władczy, ale i seksowny, pomyślała uśmiechając się na tę myśl.
- Katherine- powiedział uśmiechając się zachęcająco.- Może zechciałabyś dotrzymać mi towarzystwa przez resztę popołudnia?- zapytał nadal usilnie ściskając jej nadgarstek. Katherine przewróciła zażenowana oczami.
- To nie jest pytania, prawda?
- Bystra dziewczynka. A teraz siadaj.- Katherine zmroziła go wzrokiem i posłusznie zajęła wskazane miejsce. Naprawdę nie miała ochoty spędzać dnia w towarzystwie kogoś tak niezrównoważonego psychiczne jak Klaus Milkaeson.
- Czego chcesz?- zapytała rozgniewana.
- Napijesz się czegoś?- odparł spokojnym głosem, tym samym ignorując Katherine.
- Tequile, proszę.- powiedziała zerkając w kierunku Stefana. Nadal się uśmiechał. I pomimo tego, że Katherine kochała ten uśmiech nie czuła się w tym momencie dobrze. Bo fakt, że jest wywołany przez Caroline nie denerwował ją tak bardzo jak smucił. W tej chwili dotarło do niej, że jest coś czego z całego serca zazdrości Caroline.
- Jesteś zła.- odparł przekonanym głosem. Katherine wpatrywała się w Stefana usiłując zapamiętać ten beztroski uśmiech. Gdyby nie obecność Klausa mogłaby zawiesić na nim wzrok i spędzić tak resztę popołudnia. Bo kochała go i był jedynym, który niósł ze sobą spokój.- Katherine?- zapytał, a ona diametralnie przeniosła na niego wzrok.- Och, a więc o to chodzi. Młody Salvatore wpadł ci w oko.
- Zamknij się Klaus. Jestem zła, bo każesz mi tu siedzieć.- powiedziała wypijając za pierwszym razem tequile.
- Jesteś zła, bo to Caroline jest teraz ze Stefanem.
 - Co?
- Czy nie mam racji?
- Nie? Och, Klaus daj spokój. Wszyscy wiemy, że podrzucałeś Caroline jakieś kolorowanki z kucykami.- odparła uśmiechając się z dumą- I wiesz, bo to naprawdę żałosne siedzieć tu i  wmawiać mi miłość, którą ty- powiedziała wskazując palcem na niego- darzysz tę blondynkę. Wychodzę.
- Katherine...- wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Tak?- zapytała zatrzymując się przy końcu baru.
- Zabiję cię.- powiedział i momentalnie wstał z krzesła  zagradzając drogę Katherine, która nadal uśmiechała
 się dumnie.
- Nie zrobisz tego.- odparła lekko.
- Doprawdy?
- Nie zrobisz tego, dopóki ona tu będzie.- powiedziała wskazując gestem na Caroline, która wraz ze Stefanem zerkała na tę "scenę". 
- Mylisz się po raz kolejny. Ona nie znaczy dla mnie nic.- odparł pewnym głosem, a na jego twarz wdarł się szeroki uśmiech, który oznaczał jednoznaczne zwycięstwo. Katherine zadrżała, ale mimo strachu nie przestała się uśmiechać. Wszystko byle nie Stefan, myślała.- Ale tym razem to zaboli dwa razy mocniej.- mówił łagodnym głosem. W końcu chwycił jedno z krzeseł i ułamał kawałek drewna, który doskonale przypominał kołek.- I pożałujesz, że kiedykolwiek mnie poznałaś. Będę twoim koszmarem, Katherine. Sprawię, że będziesz bała się choćby mrugnąć w mojej obecności.- jego głos był jednocześnie chłodny, ale równie pociągający co zwykle. Bo Klaus miał do siebie to, że zwykłe słowa z jego ust, nawet gdy wróżyły kłopoty nadal brzmiały pięknie. Ale Katherine przywykła do tego. Uważała, że każdy facet jest na swój sposób uroczy, więc teraz skupiła się na tym by nie okazywać strachu czy nawet zainteresowania jego słowami. Stała, zupełnie obojętnie i wierciła dziurę w jego oczach, a Klaus nadal prowadził swój monolog.- To naprawdę zabawne. Bo nie sądziłem, że ty popełniasz takie błędy.- odparł kręcąc w dłoniach dębowym kołkiem.- Katherine Pierce, właśnie znalazłem twój słaby punkt.- dodał
- To bardzo ciekawe co mówisz, ponieważ ja nie posiadam czegoś takiego. Jestem idealna.- powiedziała uśmiechając się dumnie.
- Drugi błąd.- rzucił ostro i jednym ruchem chwycił Stefana i przygwoździł do ściany. Katherine rozchyliła usta w zdziwieniu. Poczuła, że krew odpływa z jej twarzy, a strach paraliżuje ciało. Błądziła wzrokiem po barze jakby szukała pomocy. I teraz zdała sobie sprawę, że jeśli uratuje go ponownie na oczach Klausa, Caroline wszyscy zorientują się co tak naprawdę do niego czuje. Straciłaby wszystko, swoją dobrą reputację, a co gorsza ludzie postrzegaliby ją jako nic nie znaczącą kobietę. Nie mogła na to pozwolić. Jestem Katherine Pierce. I nic poza sobą mnie nie obchodzi. Jestem Katherine Pierce... powtarzała to w koło, aż w końcu odzyskała "trzeźwe myślenie" i głośno prychnęła gdy Klaus przeniósł na nią oczy.-  Trzeci, za który zapłaci życiem.- powiedział i wbił w niego dębowy kołek. Katherine doskonale wiedziała, że to tylko scena, a Klaus lubi dobre przedstawienia. Bo nie zrobiłby nic, co uraziłoby Caroline. Katherine zaśmiała się głośno i powoli zaczęła zbliżać w kierunku Klausa.
- Bo spójrz... On jest bezużyteczny- wskazała gestem na Stefana, który teraz leżał na ziemi z dębowym kołkiem w klatce piersiowej- Myliłeś się... A to oznacza, że nie ja za to zapłacę, a ty.- mówiła, a jej głos przepełniony zachwytem roznosił się po Grillu. W pewnej chwili przykucnęła i jednym ruchem wyjęła kołek ze Stefana. Kusiło ją by posłać mu drobny uśmiech, ale to zniszczyłoby całe przedstawienie, które urządził Klaus. A było wręcz idealne w tej sytuacji. Mogłaby mu nawet za to podziękować.- Posłuchaj...- zaczęła i wbiła kołek w Klausa, który uderzył wprost w jego serce- nigdy nie zależało mi na innych. Nigdy nie kochałam nikogo miłością jaką darzą się ci wszyscy ludzie. I jesteś naprawdę żałosny myśląc, że coś się zmieniło. Bo wiesz... Nie ma strachu, bólu... Jest tylko zwycięstwo i porażka. Nic pomiędzy. A ty... Ty jesteś głupią, pierwotną hybrydą zakochaną w blond wampirzycy, która ma cię za potwora.- powiedziała zerkając w kierunku Caroline.- I zgadzam się z nią. Bo czy prawdziwy facet, który stara się o względy kobiety przebija kołkiem jej przyjaciela?- zaśmiała się głośno patrząc na Stefana- Przegrałeś Klaus. A teraz posprzątaj lepiej cały ten bałagan. Bo przedstawienie musi trwać.- dodała i wbiła głębiej dębowy kołek.- Do widzenia Klaus.- rzuciła i z uśmiechem odeszła w kierunku wyjścia.
***
Rebekah krążyła po salonie szukając czegoś co można wypić poza burbonem.
- Jest tu może pomieszczenie, w którym trzymacie wino?- zapytała kiedy Damon wszedł do pokoju.
- Ta.. Na dole, zaraz jak wchodzisz do piwnicy.- powiedział drapiąc się po głowie.- Masz na coś ochotę?
- Zależy co masz na myśli...- zaczęła wolno idąc w jego stronę.
- Zawsze ciebie.
- Jesteś słodki.- powiedziała uśmiechając się do niego ciepło.- Poszukam jakiegoś wina, a ty lepiej znajdź coś w czym będziemy mogli je wypić.
*Minęło kilka minut*
-Damon znalazłam tylko takie..- zaczęła mówić wchodząc do pokoju.
 - Damon jesteś tu?- zapytała odkładając wino na miejsce. Ale nadal odpowiadała jej cisza.- Damon powiedz mi jak długo można szukać tych głupich szklanek? Wracaj tu!- wrzasnęła. I nagle rozległ się szelest. Coś z ogromną prędkością przemknęło przed oczami Rebeki.- Damon to przestaje być zabawne.- wzdrygnęła się gdy usłyszała dźwięk tłuczonego szkła. I po raz kolejny przed oczami mignęła jej jakaś postać.- Damon po prostu to zostaw i wracaj tu!
***
Katherine zastanawiała się jak spędzić resztę wieczoru. I nagle spostrzegła dobrzy znany jej samochód, a w nim jakże nieudolnego łowcę wampirów. Idealnie, pomyślała. Wyszła na środek ulicy i "grzecznie" poczekała aż auto samo się zatrzyma.
- Katherine, co ty wyprawisz?
- Jeremy, chłopak, którego chciałam zobaczyć.- Jeremy przewrócił oczami, a Katherine posłała mu ciepły uśmiech.- Posłuchaj naprawdę chciałabym spędzić ten wieczór miło, więc nie zmuszaj mnie bym zmieniła zdanie.
- Czego chcesz?- zapytał gniewnym głosem. Katherine odchrząknęła- O co chodzi?- poprawił się szybko.
- Tak lepiej.- odparła uśmiechając się promiennie. A więc zabierz mnie do domu.
- Domu? Jakiego domu?- zapytał patrząc na nią wzrokiem, który mówił "dziewczyno, chyba pomyliłaś adres".
- Twojego. Skoro Elena się wyniosła, myślę, że jest pusty.- powiedziała zupełnie naturalnym głosem. Jakby jazda do domu brata dziewczyny, której nienawidzi była normalna.- Mówiłam chcę, by ten wieczór był miły.
- No okej, ale dlaczego chcesz spędzić go ze mną?- trafne pytanie Jeremy, pomyślała Kat.
- Ponieważ...- zaczęła niepewnym głosem.- lubię cie...- Jeremy uniósł jedną brew w zdziwieniu, a Katherine zachichotała- i jesteś naprawdę przystojnym facetem, więc to genialne połączenie na piątkowy wieczór.
- Okej... Nawet jak na ciebie to brzmi dziwne.- powiedział drapiąc się po głowie.
- No dobra... Zabierzesz mnie ze sobą?- spytała trzepocząc radośnie rzęsami.
- Wsiadaj.- rzucił i posłał jej delikatny, ledwie widoczny uśmiech. - Ale musisz obiecać mi kilka rzeczy.- dodał kiedy Kat zapinała pas.
- Właśnie popsułeś całą zabawę.- odparła krzywiąc się. Jeremy zachichotał, a Katherine posłała mu uśmiech.- Cokolwiek.
- Nie zabijesz mnie.
- Nie zrobiłabym tego... Bo kto bawiłby się ze mną przez resztę wieczoru?- zapytała rozbawionym głosem. Jeremy spojrzał na nią kątem oka i znów stłumił chichot.
- Przepraszam Kat, ale piłaś dzisiaj?
- Powiedziałeś do mnie Kat.. Urocze.- odparła śmiejąc się.- Nikt nigdy nie zdrobnił mojego imienia w taki sposób. Może chodzi też o to, że zrobiłeś to właśnie ty.- mówiła, a Jeremy westchnął ciężko przeczesując włosy dłonią.- Ale... czy piłam? Tak, trochę tak. Klaus był taki natarczywy.
- Klaus?
- Tak. Urządził małą scenę w Grillu. Było zabawnie.
- Właśnie widzę...
- Och Jeremy, daj spokój. Próbuje być miła, zabawna i... nie wiem.- zaczęła lekko zakłopotanym głosem. Jaka próbujesz być, usłyszała swoją podświadomość. Dobra?- Mówiłam chcę spędzić ten piątek jak najlepiej, a ty jesteś człowiekiem. I po prostu dobrze jest czasem być w gronie "normalnych" (zrobiła cudzysłów) ludzi.
- To miał być komplement?
- To gra wstępna.- odparła i oboje wybuchnęli śmiechem.
- Dobra, wracając do tematu.- powiedział patrząc na nią. Katherine przeniosła na niego wzrok i teraz skupiła całą uwagę na jego oczach. I szybko doszła do wniosku, że brat Eleny jest całkiem niezłym facetem. Ma piękne oczy, myślała. Mogłabym się w nich zakochać. I na tę myśl uśmiechnęła się ciepło.
- Tak, słucham cię.
- Ogólnie wolałbym, żebyś nie zdemolowała mi domu i nie zabiła kogoś przypadkowego.
- Obiecuję, będę dziś grzeczna.- odparła patrząc na niego z nad wachlarzu rzęs.
 Katherine wpatrywała się w szybę auta. A tymczasem słońce powoli zachodziło za horyzont. Kolorowe promienie rozciągały się wzdłuż miasta, a różowe plamy zdobiły błękitne niebo. Katherine uważnie wpatrywała się w zmysłową grę kolorów. To była idealna kombinacja. Zachód był piękny i jednocześnie taki tajemniczy.
- Jesteśmy.- usłyszała głos Jeremiego, który wyrwał ją z przemyśleń.
- Dzięki.- odpowiedziała gdy otworzył jej drzwi od strony pasażera. Chwilę później ruszyła za nim w stronę domu, który na tle niebiańskiego zachodu wyglądał jak XIX-sto wieczne domostwo.- Zaprosisz mnie?- zapytała uderzając w niewidzialną barierę.
- Wejdź, proszę.- odparł lekko.
 ***
- Masz może jakiś alkohol?- zapytała kręcą się po kuchni.
- Coś powinno być w lodówce.- powiedział idąc do niej.- Zależy na co masz ochotę.
- To na co mam ochotę zostawmy na później.- odparła uśmiechając się uwodzicielsko. Jeremy przewrócił oczami i delikatnie położył dłonie na biodrach Katherine, która zadrżała pod wpływem jego dotyku.
- Odsuń się, poszukam czegoś.
- Droga wolna.- rzuciła i odchodząc przeleciała opuszkami palców po jego torsie.
- Tequila, bourbon czy wódka?
- Może wszystko?
- To niebezpieczne.- powiedział rozbawionym głosem.
- Wiem, ale uwielbiam igrać z ogniem. A więc co polecasz?
- Tequila?
- Idealny wybór.- odparła uśmiechając się promiennie.- Poszukam szklanek.
- Jasne, powinny być w szafce na prawo.
Katherine pośpiesznie chwyciła dwie szklanki, których przeznaczeniem z pewnością nie było picie z nich tequili. Jednak wzruszyła ramionami i prędko powędrowała do salonu.
- Proszę.- powiedziała, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech, który można porównać do radości 5-cio letniej dziewczynki, która na urodziny dostała swój wymarzony prezent.
- Nadal zastanawiam się dlaczego siedzimy tu razem w piątkowy wieczór. To dziwne.- odparł nalewając tequile.
- Dlaczego?- zapytała unosząc jedną brew w zdziwieniu.
- Jesteś Katherine Pierce...
- I.. spędzam wieczór z chłopakiem, który jeszcze nie skończył liceum.
- Nie to chciałem powiedzieć, ale masz rację.
- Wiesz Jer. To naprawdę nie istotne czy chodzisz do liceum czy nie. Nie zapominaj, że jesteś facetem.- powiedziała śmiejąc się cicho.- Przystojnym facetem.
- Próbujesz być miła?
- Mówiłam, ja dopiero zaczynam.
- Powinienem się bać?
- Jesteś zbyt seksowny by cie zabić.- odparła pijąc już 3 szklankę tequili. Jeremy wzruszył ramionami.
- Zawsze jakiś powód. Choć usłyszeć do od tej Katherine to już coś.
- A znasz inną Katherine?
- Nie, a ta co siedzi tu dziś jest najpiękniejszą Katherine jaką kiedykolwiek widziałem.- powiedział posyłając jej jeden z tych czarujących uśmiechów. Katherine poczuła, że na policzki wkradają się jej rumieńce. Spokojnie Kat, to zwykły licealista.
- Flirtujesz ze mną?- zapytała kiedy Jeremy nalewał już 5 szklankę tequili. I właśnie w tej chwili ich spojrzenia się spotkały. Katherine nie mogła powstrzymać uśmiechu.
- Robię to źle?
- Dlaczego? Mogłabym się zakochać.- powiedziała. A to nie jest dobry pomysł. Przez chwilę się zmartwiła. Bo Jeremy jest naprawdę bardzo zabawnym i przystojnym chłopakiem. Łatwo rozkochałaby go w sobie. Ale starała się czym prędzej odpuścić wszystkie te myśli. Dziś piątek, tak? A co robią wszyscy ludzie w piątek? Świętują koniec tygodnia i początek weekendu. Więc, zrobię to samo. Jeden zwykły wieczór. Jedna noc.
*minęła godzina*
Katherine czuła coraz większe zawroty głowy. W 1,5h wypili dwie butelki tequili! Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że jest w domu, sam na sam z bratem Eleny, który podobnie jak ona jest prawie pijany. I nie rozumiała tego. Może i jest facetem, ale wypił więcej ode mnie! Dlaczego on jest... no nie wiem w lepszym stanie niż ja, myślała załamana.
- No i się skończyło...- wymamrotała smutnym głosem. Jeremy roześmiał się głośno, po czym opadł beztrosko na łóżko.- Pójdę po następną.- powiedziała i wstała z kanapy. Zrobiła krok do przodu, kiedy nagle zawroty głowy wróciły. Katherine zachwiała się i w ostatniej chwili wpadła w ramiona Jeremiego.- Mój bohater...
- Katherine... Wydaje mi się, że ty już nie powinnaś pić.
- Marudzisz Jer...- krzyknęła będąc w kuchni.- To będzie ta ostatnia.
- Obiecujesz?- zapytał idąc w jej kierunku
- Oczywiście.- rzuciła i wyjęła butelkę wódki. W pewnej chwili spostrzegła, że na końcu długiego blatu stoi małe radio. Uśmiechnęła się sama do siebie i pospiesznie je uruchomiła.
 - O Katherine...- wymamrotał kiedy zobaczył ją w kuchni.- Jesteś.. wow niezła.
- Ty też.- odparła spoglądając w jego stronę. Jeremy właśnie stał i opierał się o ścianę wyraźnie w nią wpatrzony.
- Pod jakim względem?
- Każdym.- odparła ciężko dysząc.
- Nie podzieliłaś się.- powiedział wskazując gestem na butelkę. Katherine zaśmiała się i odłożyła alkohol na bok.
- Och, wybacz.- odparła i zaczęła zmierzać w jego kierunku.
- Znowu się potknęłaś.
- Owszem i znowu wylądowałam w twoich ramionach.- powiedziała uśmiechając się promiennie.
- To przypadek?
- Tym razem nie.- Jeremy położył dłonie na jej biodrach i wolno przyciągnął do siebie.- Lubie gdy mnie dotykasz. Jesteś taki czuły i... delikatny.- mówiła patrząc w jego niebieskie oczy. Jeremy przyłożył dłoń do jej policzka i jeszcze kilka sekund wpatrywał się prosto w jej oczy. Aż nagle ich usta złączyły się w jedną całość. Katherine  zadrżała. Jego usta były tak delikatne, miękkie. Czuła się zdezorientowana kiedy zaczął obsypywać jej twarz drobny pocałunkami schodząc coraz niżej. Dłonią przeczesała te idealnie ułożone włosy i wtedy ich spojrzenia się spotkały. W jego oczach tańczyło milion błysków. Katherine posłała mu promienny uśmiech, kiedy te nieziemskie usta krążyły po jej szyi. Miała ochotę krzyczeć z rozkoszy. Było tak cudownie, idealnie. Cóż, jest najlepszym chłopakiem jakiego kiedykolwiek widziała. W jego ramionach czuła się jak umierająca królowa piękności. Bo każdy pocałunek był jak jej zguba. Zbyt idealny.
- Jesteś w tym najlepszy, wiesz?- wymamrotała dysząc. Jer pokiwał głową. Była w stanie wyobrazić sobie jego szeroki uśmiech.- I nie mogę złapać oddechu... Czy możesz przestać? Tylko na kilka sekund, czuję się zagubiona.- szeptała mrużąc oczy. Jeremy schodził coraz niżej. Teraz wolno i czule całował jej piersi.- Och, proszę, nie mogę dłużej tak! Jeremy!
- Tak piękna?- zapytał patrząc na nią niewinnym wzrokiem. Katherine zaczęła przygryzać dolną wargę.- Wiesz, kiedy to robisz jesteś taka seksowna.- odparł i w jednej sekundzie jego usta ponownie przywarły do jej warg. Katherine zawiesiła dłonie na jego szyi, a Jeremy chwycił ją za pośladki i mocno przyciągnął do siebie.- Co powiesz na moje łóżko+ty+ bourbon?
- Myślę, że to genialne połączenie.- odparła. Jeremy uśmiechnął się szeroko i zrobił kilka kroków w tył, a Katherine chwyciła wcześniej zostawioną tam butelkę.- Ej, co ty wyprawiasz?- zapytała kiedy wziął ją na ręce.
- Niosę moją królową do łóżka.
- Jesteś cudowny.- wyszeptała chichocząc cicho.
Katherine jednym ruchem dłoni otworzyła pokój. Jeremy podszedł do łóżka i delikatnie położył ją na nie. Kiedy Katherine zaczęła się rozglądać on zaczynał wszystko od nowa. Tym razem szybciej, z każdym ruchem o wiele bardziej gorącym. Katherine mocno przywarła do niego i szybko zmieniła pozycje. Jestem znowu górą, pomyślała radośnie.
- Mój mroczny anioł...- wyszeptał gładząc dłonią jej policzek.








____________________________________
Witam wszystkich po długiej nieobecności. I bardzo, bardzo przepraszam! To pierwsza i ostatnia tak długa przerwa :) W ogóle chciałam zapytać co sądzicie o nowych odcinkach #TVD? Bo jejku wszystko pięknie i ładnie, ale za mało STEROLINE! Jejku, czy tylko mnie tak bardzo wkurza Stefan? Grr.. Ale wracając do rozdziału. Ech.... Pisałam go cały dzień! Rozumiecie?! Cały! I nie, żebym miała coś przeciwko, bo naprawdę kocham pisać, ale lekko mnie to przeraża. To mój najdłuższy rozdział ever! Ale bardzo mi się podoba. Serio. Nawet oki jest. A i nowe rozdziały będą pojawiały się za 1/2 tygodnie zawsze w piątek/sobotę ;*  Wszystkim bardzo, bardzo dziękuje za komentarze i wsparcie. Rozdział z DEDYKACJĄ dla Pauliny i Grey Angel . Do zobaczenia ;*

sobota, 20 września 2014

Rozdział 5

Ciepłe promienie słońca wpadały wprost na łóżko. Rebekah obudziła się kilka minut temu. Jednak nie
zamierzała przerwać tej sielanki. Czuła się tak dobrze. Wspomnienie wczorajszej nocy, te namiętne chwile, które spędziła w ramionach Damona, jego gorące pocałunki... To wszystko było jak piękny sen. Nigdy nie myślała, że kiedyś to powie, ale tak bardzo zazdrości dziewczynie, która w przyszłości zamieszka w jego sercu. Tą dziewczyną jest Elena Gilbert, usłyszała swoją podświadomość. Rebekah przewróciła oczami i odruchowo przysunęła się w stronę Damona, który zaraz mocno ją objął. Była zaskoczona, ale w pozytywny sposób. Wtuliła się w jego tors i wszystkie złe myśli zniknęły.
***
 Katherine od kilku godzin snuła się po mieście. Nudziła się ciągłym patrzeniem na ludzi, na ich szczęście. Wszyscy uśmiechnięci, pogodni. Nie rozumiała tego. Bo co może być tak fascynującego? Cieszą, bo co? Bo dziś piątek? Bo za kilka godzin będzie weekend? Przewróciła zażenowana oczami i weszła do Grilla.
Już po sekundzie zorientowała się, że w środku aż roi się od nadprzyrodzonych stworzeń.
 Przy jednym ze stolików dostrzegła Caroline i... Stefana. Dalej, przy barze siedział Klaus i Elijah. Katherine zadrżała. To nie Klausa ją przeraził. W oddali, jakby kompletnie odsunięta od gromady szczęśliwych ludzi spostrzegła kobietę. Tę samą, którą widziała ubiegłej nocy. Stała w kącie ściany i otwarcie przyglądała się Katherine.

A ona przystanęła jakby sparaliżowana. Miała chęć uciec stąd daleko, ale nie mogła. Nie chciała tego zrobić. Bo to oznacza klęskę, a takowej nie może ponieść po raz kolejny. Już wczoraj zrobiła wielką scenę ratując Stefana. Pokazała swój strach, a przy tym przekonała się jak bardzo kocha Stefana Salvatore. To uczucie płonie w niej jak ogień. Jest tak silne, że nie sposób tak po prostu przestać. Katherine czuła niepokój. Niebezpieczeństwo otaczało ją z każdej strony. Ale nie martwiła się o siebie. Bała się o chłopaka, który siedział w środkowym stoliku uśmiechając się do Caroline. Chłopaka, dla którego zaryzykowałaby życie. Nigdy dotąd nie myślała, że miłość może być tak silna. Nie myślała, że to właśnie ona popycha ludzi do tych wszystkich głupstw. A teraz... Kiedy właśnie zrozumiała to wszystko, czuje się jak człowiek. Tak bezsilna i głupia. Westchnęła i zwróciła się do barmana, którym okazał się  Matt Donavan.
- Tequile proszę.- odparła zerkając na Stefana, który chyba ją zobaczył.
- Katherine?- zapytał Matt, a ona zrobiła pytającą minę.- Co się tu dzieje?- zaczął szeptać- Czemu są tu pierwotni?- Katherine chwyciła od niego szklankę tequili i zrobiła spory łyk.
- Zwróć uwagę, że dziś piątek, a to jest bar.- powiedziała posyłając mu kpiący uśmiech. Czy ci ludzie są naprawdę tak głupi, myślała. Nie każdego dnia Klaus jest takim despotą. Choć widok Elijah w takim miejscu nieco ją zdziwił. On  nie pasował do tego obskurnego baru pełnego pijanych ludzi. Ale pomimo tego nie zamierzała zaprzątać sobie głowy bandą pierwotnych, którzy przyszli świętować piątek.
- Nie wydaje ci się to dziwne?- zapytał, a jego głos coraz bardziej zniżał się do szeptu, ledwie słyszalnego dla innych.- Ten gość w garniaku raczej tu nie pasuje.- dodał zerkając w ich kierunku. Barman też to zauważył, usłyszała swoją podświadomość. Katherine poczuła falę złości.
- Dlaczego mi to mówisz?- zapytała patrząc na niego gniewnie- Sądzisz, że nagle stałam się dobra? Nie jestem Elena Gilbert, nie mam zamiaru zbawić całego świata. Fakt, powiedziałam, że cię nie zabije, ale powoli zaczynam tego żałować. Więc albo się zamkniesz i zajmiesz swoją głupią robotą albo sprawię, że już nigdy się do mnie nie odezwiesz.- kiedy spojrzała na Matta widziała w jego oczach strach. I nawet zrobiło jej się go trochę żal, ale postanowiła to zignorować. Nie może martwić się każdym. Może i miał rację, ale co z tego? Kogo to obchodzi? Katherine wiedziała, że lepiej nie mieszać się w sprawy pierwotnych. 
- Bo jako jedyny sądziłem, że jednak się zmieniłaś.- odparł i odszedł. Katherine zrobiła następny łyk i westchnęła ciężko. Dlaczego poczuła wyrzuty sumienia? Czuła się coraz gorzej. Nie chciała przejmować się losem kogoś tak prostego i nijakiego jak Matt Donavan. Ale to właśnie on jako jedyny w ciebie wierzył, usłyszała wzburzony głos podświadomości. Teraz czuła się fatalnie. Nie wiedziała dlaczego o tym myśli. Jestem Katherine Pierce, nie obchodzi mnie nic poza własnym szczęściem. Powtarzała to jak mantrę, byle tylko przestać użalać się nad światem. Udało się. Kiedy wstała czuła przypływ radości. Wróciłam, pomyślała Katherine Pierce jest niezmienna.
Chciała już iść, ale coś ją podkusiło i udała się wprost do łazienki. Nie była duży, zwyczajnie mała toaleta z dwoma kabinami i małym kranem nad, którym wisiało ogromne lustro. Kiedy w nie spojrzała na jej ustach zagościł szeroki uśmiech.
- Jestem piękna.- powiedziała radośnie poprawiając włosy.- Młoda i nieśmiertelna.- dodała mrużąc oczy.
Obróciła się i wtedy ją dostrzegła. Kobietę, którą widziała kilka minut temu w barze. Po jej plecach przeszedł zimny dreszcz. Niepokój wrócił, ale nie zamierzała pokazać strachu. Zamiast tego zlustrowała kobietę wzrokiem. Była dość wysoka, wyższa od Katherine o kilka centymetrów. Miała około 40-45 lat. Długie, lekko pofalowane czarne włosy i ciemne oczy. Uśmiechnięte usta, które raziły krwistą czerwienią. Katherine poczuła się urażona. Ale zamiast tego dłonią przeczesała włosy i spojrzała na nią z wyższością.
- Jestem Katherine.- powiedziała. Cały ten czas nie odrywała od niej wzroku, wiercąc w jej oczach dziurę. Była zdenerwowana. Czarownica okazała się bardzo piękną kobieta.
- Wiem kim jesteś.- odparła uśmiechając się zajadle.
- Doprawdy? Nie przypominam sobie bym kiedyś cię widziała.- powiedziała chłodnym głosem.- Uwierz, jestem na tym świecie dość długo.
- Owszem, jeszcze nigdy oficjalnie się nie poznałyśmy. Pora to zmienić.
- To nie jest chyba konieczne. Znam wiele szalonych czarownic.- odparła śmiejąc się cicho.
- Na twoim miejscu nie igrałabym z ogniem.
- Coś jeszcze? Nie mam całego dnia, a ta rozmowa mnie nudzi.- kiedy to powiedziała na twarzy kobiety pojawił się szeroki uśmiech.
- Owszem. Wbrew tego co sobie myślisz wiem o tobie wszystko. Wiem o czym teraz myślisz, co czujesz. Potrafię przewidzieć każdy twój ruch.- Katherine uważnie słuchała tego co mówi. Starała się ukryć wszystkie lęki i strach jaki powoli ogarniał jej umysł. Aż nagle przypominała sobie, że w barze nadal jest Stefan. Dopiero w tej chwili poczuła prawdziwy niepokój.- Zabiję go.
 - Czego chcesz? - zapytała chłodno.
- Klausa.- odparła zdecydowanym głosem.
- Wybacz, ale już dawno przestałam bawić się z pierwotnymi.- powiedziała i zwróciła się w kierunku wyjścia. I nagle poczuła dłoń na swoim ramieniu. Katherine uśmiechnęła się i jednym ruchem odrzuciła ją w ścianę.- Żegnaj.- dodała i zniknęła za drzwiami.

______________________________________
Przepraszam, przepraszam, że tak późno! Ale ta szkoła po prostu tak mnie męczy. Jejku nie miałam kompletnie czasu na nic. Porażka max! Ale specjalne przeprosiny dla Pauliny która ponagliła mnie w komentarzach ;* Dzięki za motywację. Postaram się już nigdy tak długo nie zwlekać z rozdziałem. Myśle, że ten nie jest najgorszy ;) Dzięki za komentarze i motywację ;* Do zobaczenia ;*

niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 4

- Stefan...- wyszeptała Katherine. Cała złość, gniew, smutek wszystko to zniknęło w chwili gdy go zobaczyła. Nagły napływ spokoju ogarnął jej umysł. Od dawna nie czuła się tak dobrze. Wizja rzucenia mu się w ramiona wydawała jej się jeszcze bardziej prawdopodobna. Gdy tak stał wyglądał tak... dobrze.
- Jadę do Caroline.- powiedział zdecydowanym głosem wyraźnie ignorując przy tym obecność dwóch piękności.
- To super. Może zabierzesz jedną z nich?- zapytał Damon, a dziewczyny spiorunowały go wzrokiem na co on posłał im ten typowy arogancki uśmieszek.
- Raczej nie.- odparł podchodząc do stolika z alkoholem.- To twoje ulubione zajęcie.- mówiąc to zapełniał szklankę burbonem. Katherine przewróciła oczami. Poczuła się urażona. On mówił o niej jak o rzeczy, przedmiocie, który można wykorzystać. Jednak zignorowała to tylko dlatego, że powiedział to Stefan. Co się z tobą dzieje, usłyszała przerażony głos podświadomości. Jesteś Katherine Pierce, pamiętaj o tym!- Dziś są twoje.- dodał robiąc łyk alkoholu. Katherine czuła, że wewnętrzny spokój powoli ją opuszcza. Jednak ostatkiem sił przywoływała jego ciepły uśmiech.
 - Dobre sobie.- odezwała się w końcu Rebekah. Była nie tyle co zła, ale rozbawiona. Ta rozmowa przypominała jej codzienną wymianę zdań z Klausem.- Ale powiedziałeś, że jedziesz do Caroline, tak? To dlaczego nadal tu jesteś?- zapytała podchodząc do niego wolno.
- Wiesz... Od chwili gdy tu jestem dręczy mnie jedno pytanie. Co wy dwie tu robicie?
- Trafna uwaga.- wtrącił się Damon dopijając już chyba 3 szklankę burbonu.
- Mówiłam ci, zamknij się!- wrzasnęła Katherine i w jednej sekundzie wszyscy przenieśli na nią wzrok. A ona tylko uśmiechnęła się dumnie. Jak zwykle w centrum uwagi, usłyszała głos podświadomości.
 - Co?- Katherine przewróciła oczami. Była coraz bardziej wściekła, ale uporczywie przywoływała delikatny, ledwie widoczny uśmiech Stefana.
- Jesteś zbyt ciekawy.- powiedziała Rebekah posyłając mu uśmiech.- To może cię wiele kosztować.- dodała, a w jej oczach pojawiła się żądza mordu. Miała naprawdę dosyć użerania się z facetami. Byli zbyt ciekawi, głupi, a co gorsza przystojni. Jak Damon, pomyślała. Jest seksowny, ale głupi.
- Zabijesz mnie?- zapytał łagodnie. Katherine momentalnie spojrzała na Stefana, który wyglądał nadzwyczaj poważnie. W jej głowie pojawiła się panika. I strach. Te dwa uczucia opanowały jej umysł. Zapomniała o Damonie, księdze i innych sprawach. Widziała tylko Stefana i mierzącą go wzrokiem Rebekę. Od wieków nie bała się tak bardzo o kogoś innego poza sobą.
- Z wielką przyjemnością.- powiedziała. I nagle wszystko potoczyło się tak szybko. W jednej sekundzie Rebekah ruszyła w kierunku drewnianego krzesła, oderwała kawałek, który wyglądał jak idealnie wyostrzony kołek i przygwoździła Stefana do ściany. Nad jego głową, dokładnie kilka centymetrów od twarzy trzymała kołek. Stefan patrzył zdezorientowany to na Rebekę, to na Damona aż jego wzrok zatrzymał się na Katherine. Spojrzał jej głęboko w oczy i zobaczył w nich... Strach, przerażenie.- Chcesz coś jeszcze powiedzieć?- zapytała rozbawiona. Katherine poczuła nagłą falę złości. Nie mogła zrozumieć co się z nią dzieje. Jestem Katherine Pierce, tak? Powinnam to zignorować, tak? W jej głowie pojawiło się tyle myśli, a wszystkie sprowadzały się do jednej. Stefan Salvatore.
- Niee!- wrzasnęła i w nadzwyczajnym tempie znalazła się tuż obok Rebeki. Złapała ją i odrzuciła na drugi koniec pokoju, prosto na regał pełen książek. Kilka z nich, na skutek upadku spadło i uderzyło wprost na Rebekę, która otumania próbowała się podnieść. Katherine spojrzała na Stefana, który patrzył na nią pełen zdziwienia. I dopiero teraz dotarło do niej co tak naprawdę. To źle... Przegrałam... Naprawdę to zrobiłam. Uratowałam go... myślała załamana.  Kiedy znów na niego spojrzała jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Katherine poczuła jak jej serce łamie się na kawałki. Nie mogła tego znieść. Chwilę później zniknęła za drzwiami. Stefan wypuścił powietrze z płuc.
- Katherine Pierce właśnie uratowała ci życie.- powiedział Damon z uznaniem.- Myślisz, że zrobiła to dlatego, że nadal cię kocha czy po prostu to część jej "szatańskie planu"?- zapytał, a ostatnie dwa słowa wypowiedział z wyraźnym rozbawieniem w głosie.
- Naprawdę to niej mój problem.- odparł cicho.- Lepiej zajmij się rozwścieczoną pierwotną.
- Dlaczego wszystko co najgorsze zawsze przytrafia się akurat mi?- zapytał znudzonym głosem Damon.
- Bo tylko ciebie nie zabije.- powiedział i wolnym krokiem zmierzał w stronę drzwi.
- Zabawne, bo wszystkie kobiety, z którymi spałem zawsze wolały ciebie.- odparł robiąc łyk bourbonu.
- Może coś w tym jest.- rzucił Stefan po czym zniknął za drzwiami.
***
Katherine biegła, gdzieś w głąb lasu, z dala od ludzi. Chciała uciec przed sobą, przed uczuciem jakim go darzyła. Ale nie mogła. Wspomnienie jego zielonych oczu nie dawało jej spokoju. Jeszcze gorsze było jego spojrzenie. Obojętne, chłodne... Pełne nienawiści i obrzydzenia. W głowie Katherine pojawiła się myśl: gdyby wzrok mógł zabijać. I to zabolało ją najbardziej. Czy aż tak mnie nienawidzi, zadawała sobie to pytanie chyba po raz setny. Tak. Nienawidzi cię najbardziej ze wszystkich. I nigdy więcej  nie pokocha. Własna podświadomość sprowadziła ją na dno. W końcu zatrzymała się. Zmęczona oparła się o drzewo.
- Nie zasługuję na bycie kochaną.- wymamrotała i osunęła się na ziemię.- Jestem żałosna.
***
Damon właśnie kończył ostatnią butelkę burbonu kiedy usłyszał jakiś szelest. W mgnieniu oka zorientował się, że owe hałasy wydaję Rebekah dlatego zignorował to i wrócił do wolnego sączenia alkoholu.
- Nawet mi nie pomożesz, nie?- zapytała Rebekah odgarniając książki na bok.
- Sama radzisz sobie doskonale.- odparł posyłając jej drwiący uśmieszek na co ona przewróciła oczami.- W dodatku lubię patrzeć jak jesteś na dole. - dodał śmiejąc się cicho. Rebekah chwyciła jedną z książek i rzuciła w Damona.
- Zabawne. Ile dziś wypiłeś?- zapytała powoli podnosząc się.
- Tylko tyle...- wymamrotał, a Rebekah wybuchnęła śmiechem.
- Jesteś pijany.
- A ty wściekła. I do tego seksowna- powiedział nalewając dosłownie ostanie krople burbonu do szklanki.
- Nie wysilaj się. Lepiej od razu powiedz, że chcesz mnie przelecieć.- odparła zabierając z jego ręki szklankę.Damon spojrzał na nią, a jego niebieskie oczy poraziły ją swoim magnetyzmem.
- Seks z pierwotną to czysta przyjemność.- powiedział z uśmiechem. Sekundę później ich usta były już złączone.
- Jak zwykle... taki aroogancki.- wykrztusiła z siebie.
- Oszczędziłem zbędnych komplementów tak, jak sobie zażyczyłaś.- odparł i nawet gdy się całowali Rebekah potrafiła wyobrazić sobie jego drwiący uśmieszek.
- I tak nie wiedziałbyś co dalej mówić.
- Masz rację. Trudno opisać cię kilkoma słowami.- Rebekah posłała mu przelotny uśmiech po czym jednym ruchem przygwoździła do ściany.

***
 Katherine próbowała się uspokoić. To wszytko zmęczyło ją. Dopiero czując głód jej umysł powoli oczyszczał się z tych wszystkich przygnębiających myśli. Ale to nie koniec, myślała. Jestem Katherine Pierce zawsze dostaję to czego pragnę. Nic i nikt nigdy mnie nie powstrzyma. Zdobędę go. Choćby miało mnie to zabić Stefan Salvatore będzie mój. Po chwili wstała dumnie i dłońmi poprawiła swoje ubranie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że wszystko znacznie się skomplikowało. Zwłaszcza, że jej dzisiejszy "pokaz" był idealną prezentacją własnych słabości. Ta myśl nieco ją zasmuciła jednak nie dawała za wygraną. Nawet ty masz słaby punkt, usłyszała cichy głosik podświadomości. Jednak nie ma sytuacji bez wyjścia, pomyślała dumnie. Pokaże im co jest naprawdę szalone. Zniszczę wszystko co stanie na mojej drodze. Pokaże im, że nie warto ze mną zadzierać. Udowodnię, że Stefan Salvatore nic dla mnie nie znaczy. Będę obojętna i bezwzględna. Będę sobą.
 - Jestem Katherine Pierce. Ja nigdy nie przegrywam.
______________________________
W końcu jest! Niestety tak późno, ponieważ nie miałam przez kilka dni internetu i brakło mi czasu z powodu ciągłe biegania od sklepu do sklepu za zeszytami do szkoły. Ech... Właśnie dziś niedziela. Jejku nie wierze, że jutro trzeba iść do szkoły. To jakiś koszmar! Boże... Za co? Myśle, że sam rozdział nie jest najgorszy, nawet okej. Następne rozdziały postaram się dodawać raz w tygodniu. Nie wiem jak to będzie w roku szkolnym, ale na pewno będę prowadziła bloga ;) Życze miłej i dłuuuuuuuuugiej niekończącej się niedzieli. Dziękuje za komentarze :) Do następnego ;*