Szukaj...

wtorek, 19 maja 2015

Epilog

 *obecne wulgaryzmy*
- Chcesz mnie zabić?- zaśmiała się głośno.
Katherine prychnęła, robiąc krok w kierunku Cary.
- Nie wiesz co robisz...- mówiła cofając się.
- Doprawdy?- zapytała rozbawiona. Katherine uwielbiała chwilę kiedy to ona rozdawała karty. Ofiary miały przerażony wzrok, a ona uśmiechała się dumnie i patrzyła pogardliwie delektując się ich cierpieniem. Tak, Cara zasłużyła na śmierć.
- Zabije cię.
Katherine wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Ty? Jesteś nikim. Nie potrafisz czarować. Zapłacisz mi za to suko.- zamachnęła się z zamiarem przebicia Cary, ale ta zamieniła się w mgłę.- Cholera! Pożałujesz tego ździro.
Katherine podeszła do szuflady wyciągając ją z mebli. Kolejno chwytała noże, którymi celowała na oślep.
- Nie uciekniesz mi.- mówiła szukając w szafkach farby. Znalazła. Białą farbę. Uśmiechnęła się i z uwagą wsłuchała w kroki, po czym rzuciła płynem w dziewczynę. Trafiła. Postać kobiety znów się pojawiła.- Oto twój koniec.- powiedziała i wbiła w nią nóż.
Cara poczuła jak w ustach zbiera się jej krew. Odepchnęła Katherine i rzuciła się w bieg.
- Dokąd idziesz?- wrzasnęła Kat chwytając ją za kostkę. Cara upadając wpadła na Katherine. Teraz obie leżały na podłodze okładając się pięściami i szarpiąc za włosy. Kat dłonią szukała jednego z noży, którymi wcześniej celowała w Carę. Znalazła. Dość duży, z drewnianą rączką przeznaczony do krojenia mięsa. Wbiła go tuż obok serca dziewczyny, kręcąc nim tak, by zadać jej największy ból.- Spłoniesz w piekle suko. Uznaj to za akt łaski, jaką otrzymałaś dzięki naszej przyjaźni.- mówiła wściekła- To nic w porównaniu z tym co mogłam ci zrobić dziwko. Błagałabyś mnie o śmierć, ale nie dałabym ci jej. Umierałabyś w męczarniach... Tak, to byłoby to. Słodka zemsta w zamian za krzywdę jaką mu wyrządziłaś. Żałowałabyś tego, że mnie poznałaś suko.
- Jesteś żałosna. Twój ukochany wampir wyparł się ciebie.
- Zamknij się!- wrzasnęła wbijając nóż głębiej.- Nie wiesz czym jest miłość... Zniszczyłaś to suko. Śmierć to za mało. Powinnaś żyć w torturach. Płonąć bezustannie. Bez łaski. Zabrałabym ci wszystko tak jak zrobiłaś to mi.
- Błagał mnie o śmierć. Był słaby. Jak możesz mówić tu o miłości?
- Pozwoliłam ci się odezwać?
Cara prychnęła. Mimo fatalnego stanu nadal uśmiechała się cynicznie.
- Zabiję cię suko. Zapłacisz za to, że mi go zabrałaś. Nawet piekło jest zbyt łaskawe dla ciebie.
- Spotkamy się w nim razem?
- Twoje niedoczekanie.- i wbiła nóż wprost w jej serce.
Katherine podniosła się i wstała na równe nogi. Dłonie miała we krwi i część swojej fioletowej bokserki również. Nigdy nie pozwalała sobie na chwile słabości, ale teraz? Teraz nie potrafiła dłużej tłumić w sobie uczuć. Stefan Salvatore nie żyję. Nie to brzmiało jak kłamstwo. Katherine nie wyobrażała sobie tego, że mogła go stracić już na zawsze. To tak, jakby wraz z nim umarła część jej. Zabrał wszystko. Miłość, nadzieje... Katherine czuła jak łzy wypełniają jej oczy.
Obróciła się w kierunku wyjścia z kuchni. W progu, o ścianę opierał się Stefan. Miał nieprzenikniony wyraz twarzy. Nie uśmiechał się tylko patrzył.
- Stefan...- wyszeptała mierząc go wzrokiem.- Ty żyjesz... Naprawdę tu jesteś, prawda?- mówiła zbliżając się do niego. Nagle poczuła jak mury, które wznosiła wokół siebie runęły. Nie potrafiła kontrolować  swoich uczuć. Teraz kierowała się nimi., tym co mówiło serce. Dlatego bez chwili zastanowienia objęła go mocno, zarzucając dłonie wokół szyi.
- Katherine... Ja...- Stefan był zaskoczony nagłym gestem Katherine.
- Byłeś tu, nie?
- Katherine...
- Musimy porozmawiać.
- Jasne, słucham. Jer mówił, że masz kłopoty. Co jest?-  zapytał gładząc ją delikatnie po plecach.
Katherine poczuła, że robi jej się ciepło na sercu. Czy on się o nią martwił? Tak, inaczej nie fatygowałby się tu.
- Jak widać poradziłam już sobie, ale dzięki za troskę.- uśmiechnęła się lekko.
- Więc o czym chciałaś porozmawiać?- zapytał.
- Stefan...- zaczęła odrywając się od niego.
Katherine zmrużyła oczy odpędzając ostatnie łzy. Uniosła wzrok ku górze i wtedy ich spojrzenia skrzyżowały się. Niekontrolowany uśmiech wkradł się na jej usta. Czuła przypływ gorąca i dziwną, dziecięcą radość.
- Nigdy nie potrafiłam znaleźć w sobie odwagi na otwartą rozmowę... z tobą. Prawda była niebezpieczna, skrzywdziłaby nas. Nie mogłam na to pozwolić, rozumiesz? Gdy cię poznałam wszystko się zmieniło. Pragnęłam być dobrą dziewczyną... dla ciebie. Godną twojej miłości, ale moja przeszłość nie dawała za wygraną. Było za późno na szczerość. Strach nie pozwoliłby ci na miłość. Potrzebowałeś czasu. Dałam ci wieczność. Wiem, zachowałam się egoistycznie, ale gdybym cię straciła chłopcze... Utraciłabym część siebie i nie mogłabym czuć się w ten sposób, w jaki czuję się teraz. Wiem, że zasłużyłam na karę. Złamałam ci serce rozrywając moje własne. Ta pusta... Brak mojej miłości... To życie uczyniło mnie taką. Kochanie, ty jesteś moją teraźniejszością. Gdyby była skala od 1 do 10, moja miłość wynosiłaby milion, miliard.  Będę cię kochać do końca świata. Zrobię wszystko byś mi uwierzył... Myślałam, że ona mi cie zabrała. Tak się bałam, że nie żyjesz... Jesteś za dobry na śmierć, za dobry dla mnie. Dlatego jesteś moim marzeniem, moim szczęściem. Zawsze byłeś tylko ty Stefan. Zabiję każdego kto cię skrzywdzi. Zniszczę go. Nikt nie może odebrać nam tej miłości. Ona jest wieczna, to uczucie nie ma końca. Trwa i trwa. Grasz na moim sercu jak symfonia. Ta melodia będzie grać w kółko wraz z tym co w niej najlepsze. Jesteś piękny. Tak jak spełniający się sen, niewiarygodny. Stefan tęskniłam... Kocham cię i proszę jeśli choć trochę zależy ci na mnie zostań. Wierze, że możemy spróbować, dać temu drugą szansę. Wieczność trwa, nie zmarnuj tego daru.
Stefan zrobił głęboki wdech, uciekając od spojrzenia Katherine.
Mijały sekundy milczenia. Kat drżała ze strachu przed słowami, które zaraz usłyszy. Nie mogła znieść ciszy, która działała na niekorzyść. Brak zielonych oczu martwił ją. Zacisnęła mocno powieki walcząc z ostatnią falą łez. Gotowa do wyjścia, otworzyła oczy uwalniając palące łzy.


- Nie zasługuję na to by być kochaną. - odwróciła się i w tej samej chwili Stefan złapał ją za rękę przyciągając w swoim kierunku.
- Katherine... Ja...
- Wiem, że nie powinnam.
- Kocham cię Katherine Pierce. Będę cię kochał do końca świata.


_______________________________
Witam wszystkich! Tęskniłam za tym cholernie. Jednak jak sami widzicie nie mam dobrych wieści. Jest to epilog, czyli już ostatni rozdział na tym blogu. Czas mnie pokonał. 1:0 dla Życia. Oficjalnie odpadam. Serio mam dość. ( dobra pozwólcie, że w skrócie się tu wyżalę hahahah akt desperacji ) Dziś moje urodzinki, a raczej były niespełna 55 minut temu. #goodday :) J.LO. wygrałeś to. Mój tyłek nie wytrzymał twojej ręki ahahhaha ( cholera jak dziwnie to brzmi ) mniejsza z nim. 15 i na legalu.... Jeny przepraszam, chyba złapałam jakiegoś świra od Pam. W każdym razie jest mi bardzo przykro, że to dziś, w swoje urodziny rozstaję się z tym blogiem na dobre. Niestety nie mam wiele czasu ( i pomysłu ) na dalsze jego prowadzenie dlatego postanawiam zakonczyc go miłym akcentem. Mój swiat oficjalnie runął. Nina odeszła z TVD Boże... nie wierze w to, zburzyła mi dziecinstwo.... so cry.... Nigdy nie podziękowałam Wam za te 2000k wyswietlen... to dla mnie wiele znaczy, kazde wejscie, komentarz, cokolwiek. To nie cały rok, jakies 8 rozdziałów. Było mi bardzo miło słyszeć/ czytać te wspaniałe komentarze. Mam nadzieje, że kiedys znajde jeszcze czas na prowadzenie bloga. Poznałam ( tak chyba moge to ujac ) tu wiele cudownych ludzi i zabawnych hah. Mam nadzieje, ze nie zawiodłam nikogo swoim ostatnim rozdziałem i nie znudziłam osobistymi bzdurami. Pora kończyć te przygode. Stefan i Katherine to jedne z moich ulubionych postaci TVD. I choć nie maja wspólnego, szczęśliwego zdjęcia udajmy, że to one:
Idealni. Jak brzmi kultowe zakończenie każdej miłosnej bajki? Nie będę oryginalna. 
A piękna królowa i seksowny król żyją w bajecznym domu. Wieczność nie ma końca. Ich miłość trwa, nigdy nie zniknie.

"Śmierć jest mi­nimum. Mi­nimum wszys­tkiego. Pod­czas tych godzin, gdy jes­teś tak blis­ko dru­giej oso­by, z dwoj­ga niemal sta­jecie się jed­nym... Mi­nimum... Miłość jest śmier­cią: śmier­cią odrębności, śmier­cią dys­tansu, śmier­cią cza­su. W trzy­maniu się z dziew­czyną za ręce naj­piękniej­sze jest to, że po chwi­li za­pomi­nasz, która ręka jest Two­ja. Za­pomi­nasz, że są dwie, nie jedna."

czwartek, 15 stycznia 2015

LBA (2)

Nominacja od: Grey Angel 
Zasady: Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przeznaczana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia.
Po odebraniu nagrody należy odpowiedziec na 11 pytań otrzymywanych od osoby, która cię nominowała. Następnie 11 osób ( informujesz ich o tym ) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował. 
Pytania:
1. Nadal jestem oczarowana Greyem, więc czytam go po raz enty chyba ;D ale jak ostatnio miasto zgasło i zabrali nam prądy chwyciłam "Zaćmienie" xD ale poza tym to jestem w trakcie czytania "Nocny motyl" ;D
2. Oczywiście, że Stefano Salvatore z "Pamiętniki Wampirów" L. J. Smith. Jejku zakochałam się w nim od momentu, w którym zaczęłam czytać te książkę. Jest taki romantyczny, troskliwy, kochający, opiekuńczy.. W dodatku ma piękne zielone oczy (tak jest w książce xD) Potrafi zadbać o dziewczynę, jest wyruzumiały i pełen samokontroli.. Cóż za ideał chłopaka/wampira ;D Polecam całą serie książek ;)
3. Było to jakieś FanFiction o Justinie Bieberze :)
4. Niech pomyśle... haha nie wiem, nic mi nie przychodzi teraz do głowy
5. Kocham piłkę nożną, ale nie gram ;D wiem dziwna jestem, ale wiecie ci faceci grający wyglądają.. o mój Boże.. jak tego nie kochać?
6. Boże... że miałabym spotkać Justina? Jejku... gdybym go zobaczyła chyba zaczęłabym wrzeszczeć, skakać i robić wszystko inne co robi człowiek gdy jest podekscytowany xD ale wracając do sedna pytania ;D "Wyglądasz jak Justin Bieber.. serio tylko, że Justin jest o wiele przystojniejszy i seksowniejszy poza tym twój uśmiech wygląda jak Photoshop " dobra haha teraz SERIO, TAK POWAŻNIE ;D " O mój Boże.. Nie wierze.. Justin. Marzyłam by cie spotkać i nawet wiele razy wyobrażałam sobie to spotkanie, a teraz kiedy tu jestem nie mam pojęcia co powiedzieć. Po prostu chciałabym ci podziękować za to, że jesteś, że tworzysz te muzykę. Za każdą pomoc. Jesteś niesamowity... Kocham cię" Och, jestem genialna ;D
7. Spodobało mi się to gdy czytałam inne blogi ;D pomyślałam, że skoro pisze książkę w domu, na papierze to mogę to zapisać w necie 
8. Główna bohaterka- Katherine Pierce 
9. Czerwony
10. Miłość, Przyjaźń, Muzyka
11. Hahahahah zapomniałam o tym serio... ale mogę zaraz jakiś sobie wymyślić ;D hm... nwm koncert Jusa w Polsce, będę na nim ;) 
Nie nominuję nikogo, ponieważ już kiedyś nominowałam i brałam udział w LBA więc odpuszczę sobie to ;D mam nadzieję, że nikt się nie obrazi czy coś xD
Jeszcze raz wielkie dzięki za nominację Grey  xoxo 

niedziela, 4 stycznia 2015

Rozdział 8

- Jeremy...- zaczęła słabym głosem. Była przerażona, ale nie dlatego, że Jeremy chciał ją zabić. Doskonale wiedziała w jakich kłopotach się znajduje. Zagrożenie było większe niż kiedykolwiek wcześniej- Mamy problem...- dodała smutno, a w jej oczach pojawił się strach.
- Ty masz problem.- powiedział sucho. Katherine rozzłoszczona przewróciła oczami.
 - Jeremy... Nie mamy na to czasu.- odparła szybko pochłonięta całą sytuacją. Jeremy zmarszczył czoło i niepewnie odsunął kołek od serca Kat.
- Co się dzieje?- zapytał odkładając kołek na blat.
- Jesteśmy w niebezpieczeństwie.- powiedziała rozglądając się uważnie po pokoju.
- Katherine, o czym ty mówisz?
- Powiedz co czujesz!- wrzasnęła zbliżając się do niego.
- W jakim sensie?
 - W każdym możliwym.
- Poza tym, że mam ochotę cię zabić, to nic szczególnego się nie dzieje.- odparł łagodnym głosem.
- To super...- wymamrotała Kat wzruszając ramionami.- A teraz uciekaj!
- Co?
- Głuchy jesteś? Uciekaj stąd, szybko!- wrzeszczała oglądając się za siebie.
- Nie! Najpierw powiedz mi o co chodzi.- powiedział poważnym głosem. Katherine zmrużyła oczy i westchnęła ciężko.- Kat, co jest?
- Wszystko co musisz wiedzieć to to, że jesteś bezpieczny.- wyszeptała patrząc w dół. Cały ten czas czuła jak nieposkromiona siła napiera na nią i sprawia, że wolna przestrzeń zostaje wypełniona przez nieznaną moc. Zrobiła krok do przodu, odcinając się od niej.
- Nigdzie się bez ciebie nie wybieram.
- Sprawię, że zmienisz zdanie w ciągu kilku sekund.- powiedziała twardym głosem, a jej słowa zabrzmiały jak groźba.
- Zabiję cię.
- To cię ubiegnie.- odparła obojętnie. Jakby granica śmierci nie była ważna.
- To?- zapytał unosząc w zdziwieniu jedną  brew.
-Wynoś się stąd!- krzyknęła nagle. W ułamku sekundy chwyciła kołek i podała rozkojarzonemu chłopakowi- Zabierz to i uciekaj. Powiedz Rebece, że mamy problem... - zaczęła smutno mamrotać. Nie mogła powiedzieć tego na głos. To brzmiało jak kłamstwo. Śmierć? Katherine zadrżała na samą  myśl o niej. Nie chciała umierać. Nie kiedy jeszcze nie powiedziała mu o tym wszystkim. O uczuciu jakim go darzy. W głowie przywołała ostatni uśmiech Stefana.

-Problem?
- Rebekah zajmie się wszystkim!- krzyknęła, a Jeremy oblizał usta i spojrzał głęboko w jej oczy.
- Wrócę.- odparł i minął ją  szybko.
Katherine obróciła się i tępo patrzyła w pusty korytarz. W środku robiło się coraz chłodniej. Czuła, że niemal drży z zimna. Pomimo wszelkich wahań ruszyła w stronę szuflady i wyjęła z niej najostrzejszy nóż.
- Wiem, że tu jesteś!- wrzasnęła.- Nie masz odwagi spojrzeć mi w oczy, nie? Patrz, to koniec. Twój łowca odszedł. A teraz pokaż się. Chcę zobaczyć twoją twarz suko.
Katherine zacisnęła usta i patrzyła jak szara mgła wpada do pokoju i wypełnia całe pomieszczenie. Człowiek już dawno straciłby zmysł wzroku, ale nie ona. W takich warunkach widziała doskonale. I choć oplatała ją zdradziecka siła, nie czuła strachu. Jedyne na czym się skupiła to wyrzucić z głowy chłopaka o zielonych oczach i melancholijnym uśmiechu. Nie mogła sobie pozwolić na wykrycie słabego punktu po raz kolejny.
- Katherine.- powiedziała kobieta.
- Cara.- wyszeptała lustrując ją wzrokiem. Miała na sobie ciemne jeansy, czarną, lekko postrzępioną bokserkę i wysokie buty, których złoty obcas błyszczał. Wielkie oczy, podkreślone czarną kredką i usta, które uśmiechały się z wyższością.- Skąd si? tu wzięłaś?
- Wpadłam przelotem.
- I musiałaś to zrobić?- zapytała oskarżycielskim tonem nawiązując do mgły.
- Och, przepraszam.- rzuciła lekko, śmiejąc się cicho. Kat przewróciła oczami.- Ale przyznasz, że robi wrażenie? Czułam twój strach.
- Może tak.- odparła wzruszając ramionami.
- Wiedziałaś, że pierwotna tu jest?- zapytała podekscytowanym głosem. Katherine odłożyła nóż do szuflady i zmarszczyła czoło.
- Yeah.
- Nigdy nie lubiłam tej suki.- powiedziała nie tracąc radości. Kat poprawiła kosmyk włosów i oparła się o szafki.
- Poznałaś resztę rodzeństwa?
- Mhm... Klaus... Idealny facet.- odparła uśmiechając się delikatnie wyraźnie nawiązując tym samym do jednego ze wspomnień- chociaż trochę paranoidalny i obsesyjny.- dodała wzruszając ramionami.- Elijah to gość z klasą. A Kol i Fin... Cóż nigdy nie poznałam ich osobiście, ale słyszałam, że ten pierwszy to niezłe ciacho.
- Taa.. Jak kto woli.
- W każdym razie zabawiłam się trochę z Rebeką i jednym z braci Salvatore.- Katherine znieruchomiała.
- Co zrobiłaś?
- Mówiłam, nienawidzę tej suki. A, że facet był  akurat w pobliżu to... Ofiary przypadkowe zawsze się zdarzają.- Katherine zmrużyła oczy i szybko wyprostowała się.
- O jakim barcie mówisz?
- Seksowny, o zabójczym spojrzeniu,  dobrym poczuciu humoru. Lekko niezrównoważony, głupi i bezmyślny. Czasem zabawny. A, i jest dobry w łóżku.
- Damon...- wyszeptała Kat wypuszczając dyskretnie powietrze z płuc.
- Dokładnie tak miał na imię. Zorientowałam się, że tych dwoje coś łączy więc postanowiłam trochę się pobawić.
- Mhm.. I co zrobiłaś?- zapytała obojętnym głosem.
- Zabiłam Stefana Salvatore.- powiedziała spokojnie. Katherine uniosła wzrok.
Czuła, że całe ciało ma sparaliżowane. Zmrużyła oczy i ponownie przeanalizowała sytuację. "Zabiłam Stefana Salvatore" to brzmiało jak ostrze, które uderzyło w jej serce po raz kolejny. Ogarnął ją smutek, a gorące łzy cisnęły się do powiek. Jednak powstrzymała ból i zachowała nieprzenikniony wyraz twarzy.
- Doprawdy? Sądziłam, że rozmawiamy o starszym Salvatore.
- Ale młodszy brat niepotrzebnie się mieszał.- odparła uśmiechając sie. Katherine przewróciła oczami hamując napad złości. Nie mogła znieść, że mówi to ona z taką obojętnością i niewzruszeniem. Była wściekła. Żądza mordu ogarnęła jej umysł.- Młodsi zawsze źle kończą.
- To dziwne, bo ty nadal tu jesteś.- powiedziała naturalnym głosem.
- Chcesz powiedzieć, że szkoda ci go?- zapytała zaskoczona. Katherine uśmiechnęła się z wyższością po czym ruszyła pewnym krokiem w kierunku Cary.
- To chyba bez znaczenia.
- Masz rację.
- Wiem.- powiedziała zatrzymując się przy szufladzie.- Pora, by w przyrodzie zapanowała równowaga.- dodała wyjmując nóż.
- Chcesz mnie zabić?- zaśmiała się głośno.
 _______________________________________
Hej, a tu mała niespodzianka i jest rozdział 8 tydzień szybciej! Tak, zmotywowały mnie Wasze komentarze i przysiadłam do pisania. Poza tym ogarnia mnie szczęście, gdyż w odcinku #TVD 6x10 ostatnie minuty, jejku jakie słodki #STEROLINE#MOMENTS hahaha, kocham! Co za genialny odcinek! Ale nie o tym. Wracam, wszystko przemyślałam ;)  W ogóle, nie wiem czy mi uwierzycie, ale do rozdziału 7 pisałam co przyszło mi do głowy. Nie przemyślana fabula, kompletnie, wpadłam na coś, więc.. okej niech będzie pisze to! Tak było w którymś rozdziale z początku. Nie miałam pomysłu na zakończenie, takie wiecie wow, ciekawe, emocjonujące, żeby był dreszczyk i chęć zobaczenia następnego więc.. wymyśliłam tę czarownice i później kombinowałam co z tym zrobić, jak i z tym "cieniem"... Jeny jestem wybitną osoba, sama się w to wkręciłam, ale ciesze sie chociaż, że jakoś wybrnęłam z tego xD
Oto mój noworoczny prezent!
Mam nadzieje, że zadowoleni jesteście!
A rozdział dedykuję wszystkim moim wspaniałym czytelnikom:
Niepowtarzalna
Grey Angel
Weroni kaa
Pożeracz książek 
Be Yourself
Paulina 
Do następnego xoxo

niedziela, 7 grudnia 2014

Informacja

Witam wszystkich!
Na początku dziękuję wszystkim za wszelkie komentarze i miłe słowa, które dają niezłego kopa i powody do prowadzenia tego bloga. Kocham mocno xoxo! A teraz ta smutniejsza wiadomość. Chyba życie mnie przerosło, a raczej szkoła i jej wymagania. Zawaliłam I semestr i tego bloga trochę też ( nie ma co ukrywać ledwie dotrzymywałam obietnic o systematycznym dodawaniu rozdziałów, które w praktyce pojawiały się spóźnione kilka dni, a nawet tydzień ). Robiąc wszystko w taki sposób skomplikowałam swoje życie jeszcze bardziej. W dodatku rozdział 8 idzie mi tak opornie, piszę go już chyba 3 albo 4 dzień i nadal nie idzie. Wcześniej poniosła mnie chyba fantazja, bo jak teraz to czytam to sama zagubiłam się w tym blogu i jego głównym celu i pomyśle. Muszę się przyznać, że nawet nie do końca wiem co dalej pisać. Może odpuszczę sobie tą historię i zacznę od nowa?  Choć szkoda mi tych miłych komentarzy i tego czasu spędzonego z tym blogiem i z Wami.. Postaram się wszystko przemyśleć od nowa, coś poprawić i obiecuję, że wrócę! Więc zawieszam bloga dziś 07.12.2014 do 10.01.2015.
Mam nadzieję, że chociaż kilka osób będzie na mnie czekało.

Jeśli chodzi odwiedzanie Waszych blogów, to nie opuszczam Was i będę systematycznie je odwiedzała i komentowała :)
Do zobaczenia wszystkim! xoxo









niedziela, 9 listopada 2014

Rozdział 7

- Rebekah, co się dzieje?- zapytał wchodząc do salonu z dwiema lampkami.
- Ktoś tu jest.- powiedziała rozglądając się niepewnie.- Widziałam to.
- Rebekah..-zaczął mówić zbliżając się do niej.- Jesteśmy tu tylko my.
- Damon, ale...- wymamrotała mrużąc oczy.
- Shh.. Tylko my.- dodał chwytając jej dłoń. Rebekah posłała mu delikatny uśmiech i powtórzyła za nim:
- Tylko my.
- Dobry rocznik.- odparł po kilku minutach milczenia. Rebekah kiwnęła głową. Chciała wierzyć w słowa Damona, ale jakaś jej część podpowiadała, że poza nimi jest ktoś jeszcze. Odpędzała tę myśl jak najdalej mogła, ale to wracało niczym bumerang. W końcu dopiła lampkę wina i westchnęła wpatrując się w pusty korytarz, który wydawał jej się mroczny i tajemniczy. Aż nagle usłyszała dźwięk tłuczonego szkła.
- Co to było?!- wrzasnęła podnosząc się z kanapy.
- W kuchni, może coś spadło.- odparł spokojnym głosem Damon.
- Damon... Nie jesteśmy tu sami.- powiedziała kręcąc głową. Chłopak przewrócił oczami. Znowu to samo, pomyślał dopijając wino.
- Dobra, pójdę zobaczyć co to było.- odparł i niechętnie wstał z sofy. Rebekah odruchowo kiwnęła głową, ale zaraz jej umysł ogarnęło przerażenie.
- Nie!- wrzasnęła momentalnie, a Damon obrócił się natychmiast w jej stronę.- Nie, zostań.
- Czy pierwotna wampirzyca boi się zostać sama w salonie?- zapytał rozbawiony unosząc w zdziwieniu jedną brew. Rebekah spiorunowała go wzrokiem.
- Nie żartuj sobie.
- To jak? Mam iść do kuchni czy zostać z tobą?- Rebekah po raz kolejny przeniosła oczy w kierunku korytarza, który tym razem przypominał jej otchłań strachu. Wzdrygnęła się na tę myśl.
- To było w kuchni?- zapytała, a Damon znów się zdziwił.
- Tak.
- Skoro mi nie wierzysz, pójdę sama.- odparła pewnym głosem, a jej oczy emanowały chłodem. Damon
zaśmiał się pod nosem.
- Jak uważasz.- rzucił wzruszając ramionami.
- Palant.- wyszeptała odchodząc w kierunku drzwi.
- Słyszałem.- odkrzyknął robiąc spory łyk wina. Rebekah przewróciła oczami.
Damon zrezygnowany podszedł do stolika z alkoholem. Odkręcił butelkę bourbonu i zrobił spory łyk. Jeśli mam znosić jej humorki wino nie wystarczy, pomyślał i dopił bourbon.
W pokoju pojawił się dziwny chłód.  Damon zignorował to i wrócił do swojego zajęcia. W pewnym momencie światło zaczęło mrugać, zapalać się i gasnąć. Damon odłożył butelkę na stolik i zaczął iść w stronę korytarza.
***
Gdy Rebekah dotarła do kuchni wszystko było w porządku. Każda z rzeczy leżała na swoim miejscu, bez zmian. Żadnego szkła, nic.  Zrezygnowana przewróciła oczami i niechętnie opuściła pomieszczenie.
Zastanawiała się co w tym czasie robi  Damon i... dlaczego światło na korytarzu mruga? Szybko wróciły wszystkie myśli i obawy. Rebekah przyśpieszyła. Odruchowo co sekundę obracała się do tyłu. Za każdym razem widziała to samo: ciemną postać przebiegającą przed oczami. Gdy skręciła do salonu dostrzegła, że nigdzie nie ma Damona. Wybałuszyła oczy w zdziwieniu i przerażona stanęła.
- Damon?- zapytała rozglądając się uważnie.- Damon, proszę... To nie jest zabawne.- cisza.- Damon, gdzie jesteś?
- Tutaj.- usłyszała cichy głos. W ułamku sekundy przeniosła wzrok w miejsce, z którego dobiegał szept.
- O mój Boże...- wymamrotała podchodząc do niego. Damon stał i jedyne co utrzymywało go w pozycji pionowej to drewniany kołek wbity tuż obok jego serca. Przechodził na wylot, tak, że wbijał się w ścianę. Rebekah przygryzła dolną wargę widząc ledwie żywego Damona. I nie rozumiała tego. Kto był tak silny by pokonać Damona Salvatore? Co sprawiło, że tak szybko opuściło go życie? Drewniany kołek? Zszokowana  zastanawiała się nad tym wpatrując się w niego. Świdrowała oczami ranę rozmyślając nad najłagodniejszym sposobem wyjęcia śmiercionośnego kołka. Doskonale wiedziała, że drewno ociera się o jego serce. To musi boleć, przemknęła przez jej głowę myśl.
- I boli...- powiedział na głos Damon.
- Przepraszam- odparła posyłając mu smutne spojrzenie- po prostu nie wiem od czego zacząć.
- Nie ważne, tylko wyjmij ten kołek!- wrzasnął, a Rebekah zamrugała gwałtownie powiekami.
- Przebija cię, jest w ścianie.
- Wiem.
- Damon to zaboli.- wyszeptała patrząc w jego niebieskie oczy, które teraz przepełnione bólem i smutkiem wpatrywały się w nią.
- Wiem. Zrób to... proszę.- westchnęła i delikatnie położyła dłoń na kołku.
- Na trzy wyciągam.- Damon kiwnął głową w odpowiedzi- Raz, dwa- odparła niepewnie zerkając na niego. Chłopka zacisnął usta w cienka linię. - trzy.- dodała i pociągnęła za kołek. Damon krzyknął. Rebekah spostrzegła, że drewno ledwie drgnęło. Zagryzła usta i przerażonym wzrokiem spojrzała na Damona, który znów kiwnął głową. Złapała drugi raz, mocniej. Kołek wysunął się delikatnie tym samym przesuwając się w prawo, bliżej serca. Damon wrzasnął, głośniej niż sekundę temu. Rebekah zmarszczyła czoło i dłonią przeczesała włosy. Była wściekła. Dlatego bez zastanowienia złapała osinowy kołek i jednym ruchem wyjęła go z Damona. Chłopak wrzasnął i momentalnie upadł na ziemię. Rebekah przykucnęła obok niego.- Co się tu stało?- zapytała, a chłopak uniósł oczy ku górze. Jego niebieskie oczy, które teraz przypominały błyszczące kryształki lodu patrzyły na nią smutno.- Damon?
- Nie wiem.- wymamrotał wypluwając krew. Rebekah przerażona spojrzała na niego.
- Kto ci to zrobił?
- Nie wiem. To pojawiło się nagle. W jednej chwili światła zaczęły gasnąć i zapalać się, tak na przemian. Chciałem zobaczyć czy wszystko z tobą w porządku, ale coś odrzuciło mnie wprost na ścianę. A potem uderzyło we mnie tym gównem.- mówił wyraźnie zdenerwowany.
- Wiedźma?- zapytała niepewnie Rebekah.
- Nie wiem, możliwe.- odparł siadając powoli.- Nie widziałem tu nikogo.
- A poza gasnącymi światłami działo się coś jeszcze?
- Tak. Zanim światła zgasły pojawił się dziwny chłód, jakby cień.
- Cień?
- Ta... To, jakbym czuł, że ktoś się zbliża, a zwyczajnie go nie widział i nie słyszał.
- Duchy?- Damon roześmiał się cicho.
- Nie wiem, ale obawiam się, że wróciło.- powiedział rozglądając się uważnie.- Czujesz to?
- Tak, jest coraz bliżej.
- Jest tutaj.- odparł patrząc wzrokiem w głąb pokoju. Rebekah obróciła się delikatnie, ale nie widziała nic nadzwyczajnego. W tej samej chwili Damon wstał na równe nogi. Rebekah przeniosła na niego wzrok i dostrzegła, że wyciąga w jej kierunku dłoń. Chwyciła ją i posłała mu ciepły uśmiech, który szybko odwzajemnił.
- Czuje to, jest blisko.- wyszeptała do jego ucha. Damon kiwnął głową i delikatnie, dłonią przesunął ją w prawo, tym samym osłaniając ją własnym ciałem.
- Nie bój się.- wyszeptał, zerkając w jej oczy.
- To stoi na wprost nas.
- Ale nie skrzywdzi cię, póki tu jestem.
***
Katherine  zmrużyła oczy. Poranne słońce zalało pokój. Rozejrzała się, uważnie przyglądając pomieszczeniu. Owe miejsce nie przypominało posiadłości Salvatrów czy własnego mieszkania. To był pokój. Zwykły pokój przeciętnego nastolatka, w którym stał komputer, konsola, a w około walało się masę ciuchów. Katherine zmarszczyła czoło. Obraz, który miała przed oczami nie pasował jej do niczego. Zastanawiała się co właściwie tu robi. Odruchowo zaczęła się wiercić, chcąc zmienić pozycję i nagle poczuła, że czyjaś ręka oplata jej talię. Obróciła delikatnie głowę do tyłu i wtedy dostrzegła... Jeremiego? Wybałuszyła oczy w zdziwieniu. O mój Boże, pomyślała przerażona. Czy ja przespałam się z bratem Eleny? Zrobiłam to? Proszę, nie... To nie może być prawda. Mój Boże, myślała załamana. Katherine wypuściła powietrze z płuc. Zamknęła oczy i skupiła całą uwagę na wczorajszym, wyblakłym wspomnieniu. Po kilku sekundach wiedziała wszystko. Najgorsze było to, że gdzieś głęboko w sobie, wiedziała, że podobało jej się to. Naprawdę uważała, że wczorajszy wieczór był genialny. Owe myśli przerażały ją. Następne komplikacje, pomyślała smutno. Popełniłam już wiele błędów, ten okazał się najgorszym. I mój plan nie jest tak doskonały. Ludzie są głupi. Jeśli spędzają tak każdy piątek wolałabym umrzeć z nudów. Zawaliłam swój pierwszy człowieczy piątek. Uznam, że tego nie było. Czy mogę tak zrobić? Jasne, że tak. Jestem Katherine Pierce, mogę wszystko. Człowiek powiedziałby, że to szalone. Uważam, że głupie. Jeśli każe mu zapomnieć, zabije mnie? To łowca. Zrobiłam to z łowcą wampirów, który jest bratem Eleny. Nie mogłam popełnić chyba większej seks-porażki. Ale on był genialny, najlepszy i taki kochany. Nie mogę go zranić. Ale... Jestem Katherine, tak? Dlaczego mnie to obchodzi? Ach tak, on mnie zabije lub powie wszystkim co zrobiliśmy. Co ja zrobiłam. Uwiodłam łowcę wampirów/brata Eleny. Och, dobry Boże wybacz. Był najlepszy. Dlaczego nadal o tym myślę? Ale czułam się jak królowa. To złe. Muszę sprawić by mnie znienawidził. To będzie proste. To było proste. A najgorsze jest to, że kocham Stefana. Tylko Stefana. Jak mogłam o tym zapomnieć? Chyba umrę, te myśli mnie zabiją. A jeśli nie one, zrobi to on. Katherine zacisnęła mocno powieki, odpędzając wspomnienia ubiegłej nocy. Chciała zapomnieć, ale jedyne co widziała to jego usta na całym swoim ciele. Choć pożądała Stefana, ciągle w jej myśli wplatał się obraz namiętnego wieczoru. Jednak głęboko w sercu, płonęło jedno uczucie. Miłość jaką darzyła Stefana nie miała końca. Ludzki piątek to ludzki błąd. Zostawmy wszystko co ludzkie ludziom. Człowiek kocha te szaleństwo. Znów wygrałam. Mogę być ludzka kiedy tego chcę. Mogę być dobra kiedy tego chcę. Mogę wszystko, nie muszę nic. Od dziś przestanę się tym martwić. Jestem Katherine Pierce, ja zawsze dostaję to czego chcę. Pragnę Stefana Salvatore. To musi się stać. I zabiję każdego kto stanie na przeciw tej miłość. To warte starań. Piątek to ludzki błąd. Jak mówiłam, wszystko co ludzkie zostawmy ludziom. I zabiję tego ludzkiego łowce, nawet gdyby klątwa miała mnie dopaść teraz, myślała zadowolona. Podczas tych przemyśleń dotarło do niej, że owy błąd nie jest wcale taki zły. Ten chłopak nie pozwoli by prawda ujrzała światło dzienne. Nie, gdyby to mogło zagrozić czarownicy Bennett, Katherine roześmiała się w duchu zadowolona. Po chwili delikatnie odsunęła rękę Jeremiego i wstała. Zmarszczyła czoło na myśl, że gdzieś w tym bałaganie leżą jej ciuchy. 
- Nie śpisz...- usłyszała zaspany głos Jeremiego. Szybko obróciła się w jego kierunku i posłała drobny uśmiech. 
- Ta...- zaczęła drapiąc się po głowie.- Widziałeś może moje ubrania?- zapytała niepewnie, a Jeremy roześmiał się cicho. 
- Są gdzieś tutaj.- powiedział wskazując dłonią na podłogę. Katherine przewróciła oczami. 
- Może wyjdziesz?- zapytała podnosząc z ziemi ciuchy- Chcę się ubrać. 
- Katherine...- zaczął rozbawiony, a Kat w mgnieniu oka przeniosła na niego wzrok. 
- Tak?
- Wiesz co się wczoraj stało?
- Tak, a co to ma wspólnego z moimi ciuchami?
- Nigdy cię nie zrozumiem.- wymamrotał pod nosem. 
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Nieważne. Jesteś głodna? Idę robić śniadanie.
- Cokolwiek.- rzuciła gdy był już przy drzwiach. 
W rzeczywistości nie przeszkadzała jej obecność Jeremiego. Pragnęła jedynie pobyć przez chwilę w samotności, nic poza tym. Wszystko przemyśleć, poukładać. To zbyt wiele na piątek, pomyślała. 
*minęło kilka minut*
 Katherine wpatrywała się w ekran telefonu starając się poprawić nieco sklejone rzęsy. Jednak ową czynność zakłócił trzask tłuczonego szkła. Momentalnie schowała komórkę do kieszeni i ruszyła w stronę drzwi.
- Czy przerosło go śniadanie?- pomyślała na głos schodząc po schodach.- Co ty robisz?
- Co?- zapytał zdziwiony. Katherine przewróciła oczami.
- Gdzie to szkło?
- O co ci chodzi?
- Boże, Jer... Co tym razem zepsułeś?
- Nic. Sądziłem, że spadło coś na górze.- Katherine spojrzała na niego podejrzanym wzrokiem.   
- Nie? 
- To w takim razie co to było? - zapytał, a Kat zaczęła się do niego zbliżać.
 - Nie wiem i szczerze nie obchodzi mnie. 
- Jesteś niemożliwa.
- Uznam to za komplement.- odparła zabierając z jego ręki szklankę soku pomarańczowego.- Mm, pyszne.- dodała oblizując językiem górną wargę.- Jak ty. 
- Myśl co chcesz.
- Wczoraj byłeś milszy.- powiedziała wspominając ubiegły wieczór.- Mówiłeś, że jestem twoim aniołem. 
- Byłem w tym najlepszy.- odparł zabierając z jej dłoni szklankę. Katherine westchnęła. Masz co chciałaś, usłyszała rozbawiony głos podświadomości.
- Kłamałam.
- Teraz kłamiesz.- powiedział zdecydowanym głosem. Katherine zacisnęła dłoń. 
- Może tak, może nie.- odparła idąc w jego kierunku.- Wyglądam jak  twoja siostra, mój głos to głos Eleny. Przespałeś się z dziewczyną, która wygląda jak ona. Jak spojrzysz w jej oczy? Skąd będziesz wiedział, że nie patrzysz wtedy w moje? To złe. A jeszcze gorsze jest to, że wiedźma Bennett o niczym nie wie. Nie ładnie Jer. 
- Jesteś zabawna. 
- To cię bawi?
- Tak. Zabiję cię jeśli zrobisz coś nie tak.- powiedział stanowczym głosem. Katherine wybuchnęła głośnym śmiechem. 
- Ty? Zabijesz mnie? Niedoszły łowca wampirów.- mówiąc to nadal się śmiała. 
- Tak.- powiedział i w jednej sekundzie przygwoździł ją do ściany. Osinowy kołek od serca Katherine dzieliły centymetry.- Jakieś życzenie?- zapytał szczerząc się szeroko. Katherine prychnęła. Zignorowała myśl, że może zginąć z innego powodu niż Stefan Salvatore. Jednak zaniepokoił ją chłód jaki pojawił się nagle w pokoju. Była zdziwiona, ponieważ na zewnątrz z pewnością temperatura przekraczała 20 stopni C. Kiedy owy "chłód" stał się niemal namacalny zrozumiała o co chodzi. 
______________________________
Witam wszystkich po długiej nieobecności i na wstępie ( po raz kolejny ) przepraszam za nieterminowe dodanie rozdziału, ale na mojej liście znalazło się kilka powodów ;/ W każdym razie jestem już i przychodzę z 7 rozdziałem, który no nie jest najgorszy serio, podoba mi się. Jest tu pełno Katherine przez co możecie poznać bardziej jej punkt widzenia. I mały romansik Rebeki i Damona ( tak powstał na prośbę Pauliny ) . Są słodcy, nie? Brak Stefana to rozdział stracony, ale spokojnie już za kilka rozdziałów będzie go więcej. A kto oglądał już 6x06 The Vampire Diaries? Jejku.... Dla osób, które chcą Steroline mam ŚWIETNĄ wiadomość. Czytałam na amerykańskiej stronie, że Stefan za wszelką cenę będzie chciał odzyskać Caroline i zrobi wszystko. A i w między czasie zda sobie sprawę, że jest ona dla niego kimś więcej i, że ZAKOCHAŁ SIĘ w niej! OMG to najlepsza wiadomość jaką ostatnio przeczytałam haha. Idealnie ;D A i dziękuję za wszystkie komentarze:

Grey Angel
Lu na 
and 
Anonimki  
Również dla nich jest ta dedykacja. 
5 komentarzy= następny rozdział
1 komentarz= 1 komentarz na Twoim blogu. 
Nie chcę nikogo zmuszać do czytania bloga czy coś w tym rodzaju, ale fajnie jest wiedzieć, że ktoś docenia twoją pracę :) 
W ogóle czy ktoś z Was ogląda The Originals? Jeśli nie, warto zacząć. Cały odcinek w napięciu. I jeszcze Klaus, haha genialny powód by nie odchodzić od laptopa i oglądać non stop ;D
Cami, zgadzam się z tobą na 100% haha. Dobra trochę się tu rozpisałam ;D Do następnego ;*
PS. patrzcie co znalazłam na laptopie O.o
Młodzi, piękni, zakochani. Czego chcieć więcej?





Katherine Pierce & Stefan Salvatore